Zebrane - Stefan Jerzy Siudalski

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Zebrane

Twórczość > Wiersze

 


Stefan Jerzy Siudalski


Wiersze

Lata 1976-2014
Warszawa, Rębków
  



1.  EMIGRACJA


Wierzby podnosząc w górę rosochate ręce
Szły z wolna piaszczystej drogi brzegiem,
Szły tak od dawna posępnym szeregiem.
 Widziały rzekę i krzyż na rozstajach
 I zdziwionego chłopa co z wron zgrają
 Dzielił się plonem pół na pół.
A wrony nad nimi krzyczały
To nasze pole i nasz plon
Dla nas pracuje ten stary chłop.
 Siedział Chrystus przy wierzbowej drodze,
 Wracał stamtąd dokąd wierzby szły
 I nic nie rzekł, tylko smutny był.
Szły dalej wierzby, kołysząc się w rytm
Wiatru i górek po drodze,
Szły szukać szczęścia na jednej nodze.
 Minęły wioskę, pola i las.
 Stanęły nad stawem zarosłym, kołem
 I uradziły odpocząć czas.
Odpoczęły troszkę,
Napiły się i poszły dalej,
Jak w bardzo złym śnie.
 A wiecie skąd te wierzby tak szły?
 Z kraju gdzie mówią:
 Wierzby to my.         Warszawa Sadyba lato 1976

2.  CZAS

Dziewczyna zapatrzona w oknie, myślami odbiegła daleko.
Nie zgadniesz czy lato jest u niej i biega z chłopcem nad rzeką,
Czy z dzbanem chodzi po lesie, dla księcia jagody zbierając,
A może myśli o pierwszym, wypłaty cierpliwie czekając?
 Nie trafisz za myślą dziewczyny i czasu na problem szkoda,
 Przecież całkiem wystarczy, że ładna jest, zgrabna i młoda.
Staruszka siedzi przy oknie, patrząc gdzieś bardzo daleko.
Pewnie znów wspomni o tym, jak było z chłopcem nad rzeką.
Rzeka już inna płynie, maleńka jakaś i szara
Lecz twarzy chłopca staruszka przywołać już nie zdołała.
 Pyłek wiatr strącał z leszczyny, rzeka wiosennie wezbrała,
 Szedł starzec wolniutko nad wodę, gdzie dawniej dziewczyna biegała.


3.  PILAWA

Deszcz błoto ożywił, smutno, mokro, źle
Dworzec zapomniany, pociąg spóźnia się.
Brudny kufel, jasne piwo, w kącie stary bufet tkwi,
A na ławce przemarznięty pijak sen swój straszny śni.
 Błoto progiem się przelało, w kącie śmieci pełen kosz.
 Pijakowi pozostało dwie godziny snu za grosz.
 Szkoła znów mu się przyśniła, nogi skulił, uciec chce.
 Lekcji pewnie nie odrobił. Czy mu znów upiecze się?


4.  Ptak
Ptaku zieleni szumiącej,
Ptaku łąki pachnącej,
Ptaku nadziei na przyszłe dni
Leć w świat daleki i powiedz mi,
Powiedz o wietrze, o słońcu innym,
Piasku, kamieniach i ziemi pełnej spokojnych dni.
Ptaku marzenia leć dalej jeszcze,
Przynieś mi kłosy dojrzałych zbóż
I garstkę ziemi, to wszystko już.
Ziarna w ciepłą ziemię złożę,
Przeczekają, białe, chłodne dni.
Gdy powrócisz, będzie zboże rosło.
Nie spostrzeżesz, a już kłosy pełne oddam Ci.

(Rębków 1979)


5.  Dzień zaduszny

W dymie wspomnień cmentarnych,
W smutku czynów co poszły na marne,
Wśród drzew co korzeniami w rozpacz wrosły,
Nie zakończone i nie zaczęte, splątane z sobą
Wcale nie święte, losy pokoleń, historii ślad
W zgodzie ze śmiercią otwarta księga minionych lat.


6.  Wilga

Kurzem wrzos popielaty, piasek polna droga
Las żywiczny i gęsty, pajęczyną gdzieniegdzie osnute prześwity.
Słońce między lasem a polem poszarpanym cieniem stało
Ciepłe, leniwe, spokojne, w zegarze dnia
Piasek kołami wozów przesypywało.
 Pszczoły szumem cieplejszym od wiatru, pachnącym końcem lata
 Ptakom sytym spokoju zazdrościły,
 Więc coraz szybciej i szybciej zapach wrzosu do uli nosiły.
 Przestrzeń wypełniały drgającą, punktami co nikną z oczu.
 Sobie znanymi ścieżkami dzień coraz dalej się toczył.
Wóz ciężarny latem i słońcem skrzypiał, marudził na rudawej łące
Cienie coraz to dłuższe ciągnąc za sobą do domu.
Gęsi pod lasem krzyczały, ogniska dym snuły nad ziemią.
Chłód z zakamarków wychodził, a to wszystko pachniało jesienią.


7.  Władza
Noc ciemna bez szansy na dzień.
W zaułkach nieprzetartej historii
Strach się czai, ledwie skryty lęk.
Czy ktoś nocy się czarnej nie boi?
Jeszcze lepiej przeczekać, sam nic przecież nie zrobisz.
Spójrz, jaka nocy jest siła!
Ona wszystko ukryje, ona wszystko przemieni,
Gdy dzień wstanie nie dojdziesz jak było.
Rosła noc nierozumna, dojrzewała błędami,
Głupotami się pasła i tyła.
Wychowała zastępy ślepych ludzi
Z których straż swych ciemności zrobiła.
Sen wraz z niebem jaśniejącym się kończył.
Szept cichutki nad ziemią, trącał ludzkie sumienia,
Rzeczy dziwne, nieznane zapowiadał.
Jeszcze nikt w to nie wierzył
I to też trzeba przeżyć - mówiono.
Noc już znamy, kochamy - tak piszą.
Słońce wstawać zaczęło, jeszcze było czerwienią
Krzykiem ptaków zbudzonych i chłodem
Mgły spokojnej, wiszącej, pasemkami biegnącej
Tam gdzie woda.
Ślepa noc w bezradności swej litości warta
Cofa się, kryje, ucieka
Z dniem rosnącym, tylko w cieniach jej pozostałość marna
Goni, straszy zdumionego nagłym blaskiem człowieka.
  -----------------------------------------
Wreszcie nawet ktoś powie, może wam się to śniło,
Może wcale nie było skrytobójców i ludzi zaszczutych!
Może wyście to sami wymyślili nocami
Wśród hulanek, hazardu i wrzawy?

Gdzież są teraz ci ludzie, których myśmy skrzywdzili?
Pewnie w nocy zostali i o dniu zapomnieli
Bo wśród nocy wygodniej im było.

Dzień ma tez swoje prawa i wnet grupa się ludzi uzbiera
Krzykną: Po co nam słońce - ono takie gorące,
Dajcie nocy i miesiąc niech świeci! (1978)


8.  Drzewa w Łazienkach.

Szum miasta cichnie w parku, w drzewach,
A drzewa nic, i nic i nic
Bo wiatr im przecież w liściach śpiewa
Pieśń starą, starą pieśń bez słów.
Mrucz sobie miasto, bezsilnie mrucz.
 Konary drzew park objąć pragną
 Szerzej i więcej co rok, co rok
 I w tym wyścigu niektóre padną
 Następne dalej wędrując garną
 W podcienie drzewa przestrzeni mrok.
Czasu złudzenie zatrzymanego
Niech cię nie zmyli, mój gościu tu.
To tyś nietrwały, a nie te drzewa
Pamiętaj o tym spójrz w prześwit nieba
To wszystko będzie, przeminiesz ty.
 Korzenie drzew jak łapy smoka,
 Trzymają ziemię w objęciach swych.
 Ziemia, korzenie, pnie starych drzew
 A ponad nimi ramiona czarne
 Dźwigają liści i wiatru śpiew.
Noc wraz z cieniami w park się wkrada
Sączy, wypełnia chłodem aleje
A drzewa rosną, rosną i rosną
Rośnie wraz z nimi w gałęziach zmrok
A wraz z drzewami park ogromnieje.


9.  Przedwiośnie.

Ziemia zmarznięta głęboko,
Bazie nad rzeką nieśmiałe
Pierwszy skowronek głosu próbuje wysoko
I rzeki szeroko wezbrały.

Śnieg w skibach zleżały
Przed słońcem w cień ucieka.
Leszczyna pierwsza ożyła
I z pyłkiem na pszczoły już czeka.

Czajki z za mórz powróciły
Na gniazda już miejsca szukają.
Czasami je tylko spłoszy
Sam wystraszony zając.

10.  Pałędź.

Stare drzewo pokrzywione - mgła
Pasemkami, wstążeczkami - szła
Mokrą łąką, nad strumieniem - szum
Na kamieniach przemoczonych - plum.
 Ryba w wodzie się przemknęła - patrz
 Słońce niebo rozjaśniło - brzask
 Ponad lasem, ponad łąką - szum
 Przebudzonych ptaków w krzakach - tłum.

11.  Wiosna.

Wiosna rzekami przychodzi wraz z szumem spienionej wody,
Na fali wezbranych strumieni, do morza spływają chłody.
Życie w drzewa powraca, wiatr ciepły bazie rozwija
Chłopi na pola wychodzą, zobaczyć co zima zbroiła.


12.  Jesień.

Drzewa liście pogubiły
Stoją nagie w sadzie
Liście ptakom zazdrościły
Szron się na nie kładzie.
 Poprosiły wiatr jesienny
 By z nimi wirował
 Zatańcował, zawirował
 Rzucił liście w wodę.
Lesie, lesie czemu smutny stoisz
Patrzysz w mętną wodę?
Ach tam liście, liście płyną,
Moje lata młode

13.   Zaduma.

W murach kościołów dźwięki zaklęte,
Pod sklepieniami aż ciasno od próśb do Boga
A moje pragnienia są takie maleńkie,
I nie śmiem o cokolwiek prosić Pan Boga.


14.   Kosmos.

Krok za krokiem, powolutku,
Powolutku, pomalutku,
Cichuteńko, leciuteńko
Jak maleńkie nutki smutku,
Zanikają, przemijają, lata nasze zawieszone
W wielkiej pustce zagubione
17-19. 10. 90 Marta, Stefan



15.   Władca przestrzeni

Ptak na gałęzi świergot ukrył w zieleni
Mały pierzasty władca wiatru, drzew i przestrzeni.
Wiatr czupryny drzew czesze, szarpie, pomiata
Ptakom drogi, ścieżki podniebne zamiata.


16.   Smutek

W dniu którego nie ma,
W porze dnia całkiem nijakiej,
Szedł starzec donikąd drogą,
Od lat był  on żebrakiem.
We wsiach psy za nim szczekały,
Dzieci z za płotów patrzyły.
Na plecach skarb swój niósł największy
Tobołek zwinięty ze szmatek.
Ktoś, kiedyś sprawdził tobołek -
Szmatka, w szmatce szmatka,
W szmatce szmatka była
A  w ostatniej szmatce ….
 …pędzelek taki do golenia schowany.
 1956-2011

17.   Praca?

Dzień wypełniony po brzegi
Praca, praca, praca
Dni ustawione  w szeregi
Wciąż praca, praca i praca.
 Czy zdołasz w swym krótkim życiu
 Rozpoznać wśród ludzi brata?
 Bo szuję spotkasz na pewno
 Wciąż praca, praca i praca
Około 1980 roku


18.   Zagubione

Tyle jesieni i zim za nami,
Tyle gniazd ptasich opuszczonych,
Tyle zakrętów, zawirowań
I pamięć tego co było między nami.
 Nie ma, nie ma
zapomniałem,
 Zostawiłem, zagubiłem, przeleżało gdzieś w szufladzie,
 Przypomniało, powróciło i znów się zagubiło.
Ktoś to znalazł, nic nie wiedział
Bo jak wiedzieć jak nie jego
Przemówiło, przytuliło i znów gdzieś się zagubiło.
 Nim to znajdziesz, czas zatrzymaj
 Choć na chwilę, na malutką
 Twój on będzie, tylko twój
 Oj nie prawda, także mój.
Nie uciekaj, nikt nie goni,
Tyle przecież pozostało
Tych jesieni zagubionych
I zim tak nie całkiem zatraconych.
 A gdzie wiosny, a gdzie lata?
 Lata? Przecież przeminęły.
 A te wiosny? Pewnie żyją
 W mej pamięci gdzieś ukryte.
Było, było, przeminęło
Było, było nie do końca coś przeżyte.
 Nie żałujesz?
 Żal gdzieś uciekł.
 Ludzie, ludzie, gdzie ci ludzie?
 Przeszli, poszli, wyjechali
 Ot gdzieś się zapodziali.
Szukam, szukam, odnajduję
Jakże czas i mnie i ich odmienił,
Tyle jesieni, tyle jesieni,
Tyle już przecież przeszło jesieni.

3.01.2006 Warszawa Stara Miłosna


19.   Początek drogi

Zapytaj letniej burzy, gdzie spotkasz ją,
Zapytaj łąki zielonej, gdzie spotkasz go,
Może kiedyś, gdzieś się spotkacie a może nie,
Kto to wie dzisiaj, któż to wie?
 Może ona jest całkiem daleko, a może nie,
 Może on jest całkiem blisko, a może nie,
 Może właśnie to ją dziś widziałeś, a może nie,
 Może go dzisiaj spotkałaś a może nie.
Czas ucieka, wiatr burze po polach goni,
Czy to ty jesteś  miła? a może nie?
Łąki już skoszone, a gdzież on gdzie?
Może teraz przy tobie stoi a  może nie.
 Szukasz, szukasz, to chyba ta,
 Jeszcze sam nie wiesz, jeszcze się wahasz,
 Pierwszy spacer, pierwsze spotkanie
 Oj to jest to.
Jak ten czas tobie teraz się dłuży, bo nie ma jej,
Czy on jest dzisiaj może w podróży bo nie ma go,
Tęsknisz, tęsknicie oj coś jest źle
A może warto dalej iść razem, a może nie.
 Nikt nie podpowie, nikt nie doradzi chyba, że źle.
 Sami musicie, sami musicie podjąć decyzję na dobre, na dobre i na złe
 Razem przez życie, razem ze sobą, a może nie?
 Lepiej iść razem życia drogą! Oj  to się wie.

20.   Pszczoły

Bzy, bzy, bzy pszczółki trzy
A przy ulu cała chmara
Każda pszczółka nektar niesie
Z wrzosu niosą, blisko jesień
 W ulu szum, pszczółek tłum
 Każda wie co robić ma
 Karmią larwy, czyszczą ul.
  A tu nagle bum, bum, bum.
Błysk i huk, w ulu trwoga
Zdążą wrócić? Olaboga
Pierwsze krople pac, pac, pac
Przyleciały wszystkie  z pola
Taka to już pszczela dola.
 Deszcz już przeszedł ,wszystko zmył
 Lecą pszczółki ile sił
 Szukać kwiatów i nektaru
 Pyłek też potrzebny jest
 A tu znów przywiało deszcz
Zdążą wrócić?  Zdążą, zdążą
Mądre pszczółki przecież są
W ulu ciepło, wręcz gorąco
każdy wie
Co ma robić jak i gdzie

SJS 10.10.2007 15.32


21. Cztery pory roku
piosenka o Rębkowie

Kwitną, kwitną, kwitną sady
Łąki też zakwitną wnet
Będzie kwiatów do przesady
Gdy zakwitnie także bez.
 A za bzem zakwitnie jaśmin
 Za jaśminem pąki róż
 Pola żółcą sie rzepakiem
 I akacja kwitnie już
Zboża kłosy pochyliły
W ulach słychać wielki szum
Pszczoły nektar przerabiają
Będzie miodu na nasz stół
 W szkole dzieci, w lesie ptaki
 Uczą się jak trzeba żyć
 Bo nie można byle jakim
 Na tym świecie tutaj być
A w Rębkowie, a w Rębkowie
Wszędzie naszych przodków ślad
Wszak mieszkają tutaj ludzie
Od ośmiuset prawie lat
 Kwitną, kwitną, kwitną wrzosy
 Złoci się gorczycy łan
 Pozbierane z pola kłosy
 A na stole miodu dzban
Przyjdą chłody, przyjdą deszcze
Liście gdzieś poniesie wiatr
Nie spostrzeżesz gdy za oknem
Biały Będzie cały świat
 Usiądź wtedy przy kominku
 Drwa do ognia dołóż tak
 Aby ciepło i przytulnie
Było  w ten zimowy czas
Przejdzie zima, przyjdzie wiosna
Zazielenia pola się
Rzeką spłyną od nas chłody
No i drzewa zbudzą się
 Kwitną, kwitną, kwitną sady
 Łąki też zakwitną wnet
 Będzie kwiatów do przesady
 Gdy zakwitnie także bez.
SJS Rębków lato 2006


22.  Zwierzaki
Lata osa koło nosa
Pszczoła lata koło czoła
Mucha lata koło ucha
A bąk wokół rąk
 Lata trzmiel tam gdzie chmiel
 A szerszeń po polu
 Motyl kwiatów szuka
 Dzięcioł w drzewo stuka
Mrówka słomkę niesie
Myszka ziarnko ma
Kret czarny kaftanik
A co ma ćma?
 Ćma to noc głęboka
 Wtedy jeż poluje
 A nietoperz szuka
 Gdzie jest ćma?
Ważka nad potokiem
Ryba w wodzie pluska
Rak w szuwarach siedzi
A gdzie ryby łuska?
 Bóbr drzewa ścina
 Woda pnie niesie
A na polach, a na polach
Widać że już jesień
Zając w miedzy siedzi
Uszy ma skulone
Pewnie znów zobaczył
Gdzieś na drzewie wronę
 Wrona kracze, kraa, kraa
 Gdzie ten zając norę ma?
 Zając nory nie ma
 Tylko cicho siedzi
Jak tak cicho siedzi
To nikt go nie odwiedzi
Nawet lis przechera
Co nie znalazł sera
 Sera? Tak, sera
 co miał kiedyś kruk
 Kruk? Tak czarny kruk
 Co nie umiał liczyć nóg
Nogi? Tak, tak, nogi u stonogi
Może rogi?
Rogi przecież koza ma
Rogi, nogi u stonogi?
 Ja nie umiem liczyć nóg                                                 SJS sierpień 2006

23. Ptak

Na wątłej gałązce drzewa ptak przysiadł, taki co śpiewa,
Może wie ktoś czy ptaków śpiew lubią drzewa?
Czy drzewom coś więcej niż wody i słońca potrzeba?
Zapytam o to drzewa, zapytaj i ty o to drzewa.
Drzewa liście pogubiły, gniazda ptaków widać
Drzewa cicho szeleściły, coś sobie mówiły.
Mówiły o słońcu, burzy i o ptakach, podsłuchałem, pytały:
„Będą w przyszłym roku wokół nas znów ptaki latały?”
Będą pleść gniazda, szkodniki wyjadać,
Chować się przed burzą, przed jastrzębia wzrokiem,
Przed kotem co lubi po gałęziach skakać,
I śpiewać, i śpiewać pieśni  tysiącletnie.
Kto ich tego uczył?
Przyroda, przyroda pieśni swoje ma,
Swoboda, swoboda i w nocy i za dnia.
Kto tak tu mówi? Przyroda, przyroda  ona wszystko zna,
Przyroda, przyroda to ty i ja.
SJS 24.12.2007 gdzieś między rankiem a zmierzchem z widokiem na drzewa przy Fabrycznej

24. Dzika  jabłoń

Z siekierą przyszedł drwal do drzewa co złe jabłka rodzi
Było to wtedy gdy kwitło więc mu nie zaszkodził
Urzekło, drzewo drwala, szumem pszczół, zapachem, barwami
„Przeżyłaś jabłonko lat tyle więc ciesz się dalej wiosnami”.
Dobrze, że nie przyszedł jesienią gdy zły owoc jabłoń gubi
Wyrok byłby inny wtedy, a wiosną on jabłoń polubił
Pożytek z niej mają pszczoły, ludzi barwami urzeka
Jeśli ktoś jest uważny, spostrzeże jak czas przy niej szybko ucieka
Zgubiła jabłonka kwiaty, powoli je wiatr strącał,
Z pączków wyrosły listki w nieśmiałej barwie zieleni,
Powoli ubrały jabłoń w suknię, co chroni od słońca
Wiatr drzewem targał, deszcz moczył je aż do korzeni
Drzewo szeptało cicho: „kto los, kto los mój odmieni.
Uciec nigdzie nie mogę, nawet wiatr mnie nie przeniesie
Rosnę tu już od lat tylu i idzie kolejna jesień.
Ptaki co gniazda uwiły pisklęta już wychowały
Młode jak tylko latać się nauczyły gdzieś poleciały
A stare czasami usiądą, pokręcą się coś podziobią
I lecą dalej niepomne, że tu ich pisklęta  chroniłam od słońca”
Szu, szu, szumi, szeleści jabłoń
wysłuchaj mych żali do końca.     
SJS 4 styczeń 2008 godzina 9.45

25.  Ognisko
Języki ognia kształty zmieniają,
Nad żarem co w popiół przemienia wszystko,
Wszystko co rosło, niedawno żyło,
Ścięte, pocięte płomień chwyciło
Jak by ożyło, jak by ożyło
Bawiąc się, sycząc iskry rozrzuca
A dym na końcach płomieni rośnie,
Kręci się, wraca, odpływa w górę,
Udaje mgłę, udaję chmurę,
Snuje się coraz dalej od ognia,
Znika powoli, czym wyżej
więcej,
Nad łąką, polem, rzeki zakolem
Gdzie rosną drzewa.
A drzewa rosną, co rok ich więcej,
Pną się do góry, nie wiedzą tego,
Że ich gałęzie w ognisku skończą.   SJS 2.03.2009

26.   Śnieg
Biało, wokoło biało, aż po horyzont biało
I w górze biało od śniegu co wirując spada
Siada na ziemi, na płatkach śniegu
Śnieg, śnieg ciągle pada.
Ślady zaciera, przykrywa ziemię, kamienie, krzewy,
Niebo garściami płatków sypie, sypie i biel wciąż wszędzie osiada.
Nie widać ścieżki, drogi nie widać, rowy przykryło
I ciągle pada.
Wiatr już po polach warkocze niesie
Jak by ożyły te płatki śniegu
I ciągle pada, pada i sypie, sypie i pada.
Smugi śniegu w zaspy układa
wiatr
Co swe rzeźby po polach rozkłada.
Na drzewach czapy ze śniegu duże,
Czasami spadnie któraś na ziemię przykrytą śniegiem
A śnieg wciąż sypie, wiruje, siada
I nowe kształty wiatr znów układa.
Bałwanka dzieci już ulepiły
Miotłę mu dały aby miał siły
Uciec gdy wiosna będzie przyjść chciała
Biało, dokoła biało i tylko biało.
Kształty zmieniło wszystko wraz z śniegiem
Co przykrył drogi, ścieżki, doliny
Koniec to czy początek, w tym roku zimy?    SJS 24.02.2009

27.   Czas
Niedotykalny, bić potrafi
W starych zegarach,
Przy jeszcze starszej fotografii
I w naszych sercach ciągle bije
Odmierza przestrzeń nieobjętą
Nadzieją, żalem, łzy upadkiem
Co lat pięćdziesiąt, gdzie ukradkiem
Oczekiwała i czekała…..
 Czas ten prześmiewca naszych marzeń
Mąci, przeszkadza by nie szli w parze
Ludzie dla siebie przeznaczeni
Gdy on się wtrąci nic nie zmieni
Bo tylko w jedną stronę rzeka życia płynie
Od urodzenia aż do ziemi
Gdzie złożą nas po śmierci bliscy
I krzyk, jak zły sen, słyszę  nocą
„Nasz czas, zatrzymaj go , ucieka”      SJS 22.03.2009 i trochę później

28.   Wiatr
Wiatr skądś przywiało zakręcił wkoło
Wszystko co z ziemi unieść się dało
Przeniósł i rzucił dalej na ziemię.
Pochylił zboża, potargał drzewa,
Aż w krzakach przysiadł
tam gdzie ptak śpiewał
I ucichł nagle, może zmęczony, lub zasłuchany zasnął w gęstwinie
To było tam gdzie strumyk płynie.
Więc jak tam pójdziesz, nie budź go proszę
Niech śpi do zimy wiatr, co podniebne ścieżki zamiatał,
Gdy tak wędrował po wszystkich, czterech, stronach świata.
SJS   Marzec 2009

29.   Jesień
Każdego dnia jesieni więcej,
Drzewa się spieszą aby jak najprędzej
Liście wybarwić i zrzucić przed zimą.
 Mróz już nocami trawę ścina bielą.
Dzień coraz krótszy, tylko długie cienie gonią
Czas co siwiznę maluje nam na skroniach.
Wiatr drzewom pomaga szybciej liście zgubić,
Bawi się nimi, tańczy, czasami przycicha
Dywan barw jesiennych rozkłada na ziemi.
 Popatrz miła
to już tyle jesieni,
To już tyle jesieni,
To już tyle przeszło jesieni.  SJS 0.30  1.11.2009

30.   Świt
Chłodno, chłodno i cicho
I kształty wychodzą z ciemności nocy,
Okna i drzewa już widać prawie.
Nad horyzontem brzask się rozlewa
I widać dalej, we mgle, nad rzeką
pole, krzaki, krzaki  i drzewa.
 Mgła się podnosi niby zasłona
 Co przedstawienie nam zapowiada
 „Nie chwal  dnia z rana…”
 Tak stare przysłowie dzień przepowiada.
Rosa na trawie, na pajęczynie kropelki wody
A  w każdej świata kawałek mały.
Ptaki zbudzone zaświergotały,
Zając przykicał, kuropatw stadko
Wystraszył i schował się w norce - przed nimi.
 Sen to czy jawa, słońca coraz więcej,
I cieplej jak by lecz pszczół nie widać,
Nie słychać ich szumu,
Czekają do lotu gotowe w ulach
Gdy kwiaty z pół zapachem je przywabią.
A tam pod krzakiem siedzi samotnie,  ukryty zając.
gdzieś od lata do jesieni 2009

31.   Czas
Przechodzi, przemija, snuje się czasami,
Przed nami, przy nas, z nami i za nami,
Powraca, przynosi, zabiera, gubi i odnajduje
On wie najlepiej - co każdy z nasz czuje.
  Niebo wieczorami gwiazdy zapełniają,
  Były, są i będą tak samo świeciły
  Dla nas, dla naszych dzieci, gdy zbraknie nam siły
  Iść przez drogę co czas nam wyznaczył.
Nie da się umknąć, nie można inaczej
Jak czasem, z czasem, cieszyć się czasami
Co nam przyniesie czas co mija razem z marzeniami.
27.11.2009 Warszawa SJS


32.   Szmulki
Wychowałem się na Szmulkach
To taka dzielnica w  Warszawie
Lepiej tam nie zachodzić
Chyba, że w ważnej sprawie.
Łochowska, Łomżyńska, Ząbkowska, Kawęczyńska
Siedlecka, Otwocka, Wołomińska i ….Radzymińska
Jeszcze w Warszawę nie wrosły na dobre
A już zapomniano o nich na lata całe.
Przyjedź i zobacz, przejdź się i popatrz,
Domy jak w wojnę ranione tak stoją jak stały
Jak by tam wojna trwała i dziś,
Warszawo - o Szmulkach czemuś zapomniała?
 Bramy, podwórka i oficyny,
 Schody i okna, figurka w murze,
Balkon, balkony i  trzepak przy murze,
Ślady świetności wciąż widać na nich.
Domy postrzelane w tamtej wojnie, dawno,
Stoją jak stały, zanim je trafiono,
W ich szeregach wciąż widać dziury czarne
To miejsca po domach które wyburzono.
 Bomby trafiły wiele domów wtedy,
 Gdy przed hordami Warszawę broniono
 Pamiętam schody które szły do nieba
 Stały samotne, jak by porzucone.
Kiedy to było? Dziesięć lat po wojnie
Którą ponoć w czterdziestym piątym zakończono.
Tylko o domach, by im powiedzieć o tym,
jakoś zapomniano….         listopad 2009

33.   Ziemia
Pod ziemią, pod ziemią korzeni wiele,
Pod ziemią, pod ziemią podziemny Świat
Pod ziemią, pod ziemią stracisz nadzieję,
Gdy zagubiony trafisz tam sam.
Idziesz, przechodzisz, depczesz tą ziemię,
Nie wiesz, że życie pod tobą wre,
Stamtąd wyrasta wszak żywność dla nas,
Żyje pod ziemią podziemny Świat.
Czy idziesz drogą, czy idziesz polem
Słyszą pod ziemią twe kroki tam,
Wiedzą czy biegniesz, czy wolno kroczysz
Nawet tam wiedzą czy idziesz sam.
Pod ziemią, pod ziemią korzeni wiele,
Pod ziemią, pod ziemią podziemny Świat
Pod ziemią, pod ziemią krety wędrują
Tam larw chrabąszczy wciąż poszukują.
Woda pod ziemia grudy rozsadza,
Korzenie drzew, krzaków czy roślin
Szukają drogi pod ziemia wciąż,
Nie wiesz, jak wielka jest tam ich władza…
Na leśnej drodze wyrosły nocą,
Grzyby -   z pod ziemi wyszły by żyć -
Z korzeni drzew soki czerpały
Aby nad ziemię wyrosnąć dziś.
Świat grzybów sądzisz, że jest tak mały?
Oj to nie prawda
 pod ziemią wielki, od dawna, jest.
Ty tylko widzisz jego niewielką część ,
Pod ziemią jest dużo więcej niż wiesz.



34. Mgły ociosywanie
Nie wiem gdzie jestem,
Nie wiem gdzie iść.
Czy iść gdzieś trzeba?
Czy dziś to dziś?
 Pamiętam wczoraj
 Więc dziś to dziś
 A jutro będzie
 Jak minie dziś.
Mgła dookoła
Widać na krok
Gdzie iść mam teraz?
Nie przyda się wzrok.
 Rękę wyciągam
 Przed siebie w mgłę
 Lecz tam nic nie ma
 Może być źle.
Wołam,
A głos mój pochłania mgła.
Cisza, gdzie się obrócę
Jest tylko mgła.
 Na ziemi stoję
 Więc nie jest źle
 Lecz co jest dalej?
 Któż to dziś wie?
Idę
Powoli, staję co krok
Lecz gdzie iść mam teraz?
W przód, w tył, czy w bok?
 Może siąść trzeba?
 Oszczędzać sił? Bo zbraknie mi,
Ale do czego?
Iść, siąść, czy iść?
Teraz coś słychać.
Tak jak by dzwon.
Oj, raczej dzwonek
Buuudzik
to on
Jakże się cieszę - to tylko sen!  
 24.04.2010 gdzieś przed północą

35. Deszcz
Za oknem chmury deszcz ciężko niosą
Wiatr im pomaga strugi wody gubić
Na drzewach, po płotach, kamieniach i polu
Po dachu i szybach, powoli, powoli
Przesuwa się, płynie, po niebie, nad nami
Tak było, tak będzie, i tutaj, i wszędzie
Gdy nas nie było i gdy nas nie będzie

Całkiem na początku 20 stycznia 2011

36. Dom
Skrzypienie drzwi, zapach ciepłego
Wnętrza codziennie na nowo widziane:
Stół, okna i szafa
Piec, łóżka pod ścianą
Krzesła, krzesełka, taboret
I lampa naftowa na stole
 Lustro starzeje się z nami powoli
 Obrazy na ścianach od dawna wiszą
Drzwi znów skrzypnęły
Ktoś kłóci się z ciszą
A ściany to słyszą,
A ściany to słyszą
. 0.45  20.01.2011

37. 2011
Tupie nóżkami Nowy Roczek
Każe za sobą od dziś nam iść
Ten kto zostanie, to się zagubi
Nie będzie wiedział gdzie ma iść.

38. Za oknem
Za oknem śnieg,
Za oknem ptaki
Płatki i ptaki wirują wciąż
Płatki na drzewach
Na drzewach ptaki
A tu przy oknie
Ciepło mi jest

39.  Wnuczek

Patrzę na fotografię wnuka
Na której pierwsze stawia kroki.
Idzie niepewnie jeszcze
Kołysze się na boki.
Dla niego wszystko jedno wtedy było
Ziemię nóżkami deptał czy może ... obłoki
.

40. Wiosna

Wiosna dziś przyszła, zaraz po południu.
Drzewa powolutku wpijają się w ziemię,
Sprawdzają czy znak do przebudzenia
Dały już korzenie.
  Nie spieszą się drzewa by wypuścić liście
  Wiedzą, że mróz ściąć swym chłodem soki.
  Słońce zbyt słabo wczesną wiosną grzeje
  Nawet wtedy gdy nie zakrywają go obłoki.                            SJS styczeń2011

41. Sikorki

Na krzaku przed domem sikorki rajcują
Która pierwsza, która pierwsza do karmika podleci.
Skaczą, podfruwają, podskakują
Swojej kolejki do ziarenek pilnują.
SJS


42. Tajemnice

Szelest - liści cicha rozmowa,
Drzewa - cieniami wędrują po ziemi.
Ptaki -  w liściach, gałęziach, na drzewach
Gniazda zakładają zawieszone  w przestrzeni.
SJS luty 2011


43.  Przodkowie

Płomieni kształty nieuchwytne
Zmienne jak losów przeznaczenie
Wędrują po obłokach jasnych
Przodków naszych mądre cienie.
  W księżyca blasku ich zobaczysz
  W promieniach słońca będą szli
  Ci co odeszli od nas dawno
  Zostali przecież  w naszej krwi.
W naszej pamięci pozostali
Widzę jak by to było dziś
Mądrzy pracowici i wytrwali
Budują  z nami kraj normalny
Na przekór zdrajcom, kłamstwu, złu.
SJS 24.02.2011


44. Spotkanie po latach

Gdy śladem pożółkłych liści
Pójdziemy przez park wieczorem
W latarniach, cieniach, zakamarkach myśli
Znajdziemy przeszłość naszą
Tak jak by to było wczoraj.
  Księżyc, gdzieś miasto gaworzy cicho,
  Ciepło, przytulnie tu w parku jest
  Wokoło krąży coś jak by licho
  Sprawdza czy ktoś tu oprócz nas jest.
Jesteśmy? A może nie ma nas wcale?
Może to tylko na ławce ślad?
Księżyca blask jest bardziej trwały.
Przecież już przeszło tak wiele lat.
  Co tam u ciebie? U ciebie co?
  Dzieci dorosły, wnuki już są.
  Wnuki powiadasz. A zdrowie jak?
  Jakoś tam leci, czasem nie tak.
Życia już popołudnie czy wieczór to?
Wieczór, ciepły i cichy niedługo trwa.
Czas wracać? Czekają na mnie.
Na mnie też czeka ktoś.      SJS 9 marca 2011 wieczorem

45. Strumień

Strumień z lasu wycieka,
Cienie drzew po polach goni,
Kamienie korzenie omywa,
Za mały by ukryć je  w toni.
  Zieleń wyszła z lasu,
  Przygląda  się łące.
  Na łące kaczeńce
  I szare zające.      SJS

46.  Miastowieś

Dzieci w mieście park znają,
Dzieci na wsi - las.
Dzieci w mieście basen mają,
Dzieci na wsi  - rzekę.
  W mieście nie chodzą po trawnikach,
  Na wsi nie chodzą po chodnikach.
  W mieście nikt nie ma własnego drzewa,
  Na wsi jest nasz nawet ptak co w gałęziach śpiewa.
Gniazdo on uwił na naszym drzewie,
Kłosy na polu u nas jadł,
Zmęczony, nieraz na naszym domu
Aby odpocząć siadł.
  Gdzie więc jest lepiej?
  W mieście czy tu?
  Nic nie podpowiem
 Gdzie komu lepiej - tu, tam czy tu.   
SJS



47. Znaki czasu

Młodość biegnie,
Starość wolno chodzi.
Młody nie wie ile pożyje
Stary wie co mu szkodzi.
SJS

48. Majowo

Majowe słońce,
Niebo majowe,
Kwiaty majowe,
Majowo w nas.
  Trawa zielona,
  Drzewa zielone,
  pola zielone,
  Zielony czas.   SJS maj 2011

49. Dziadek z babką

O mój Boże, o mój Boże
Co w komorze dzieje się?
Babcia z dziadkiem raz przypadkiem
Tam zamknęli w nocy się.
  Wszyscy chodzą i szukają
  Gdzie ten dziadek w babcią jest
  A w komorze, a w komorze
  Babcia z dziadkiem sobie śpią.
Nie ma wnuków, dzieci nie ma
Można wreszcie smacznie spać.
A na dworze, a na dworze
Gada wiatr, że gdzieś w komorze
Zmorzył sen dziś dziadków nam.
SJS 1.05.2011

50. Deszcze

Deszcze przechodzą z wolna
Smutne jak losów przeznaczenie.
Mokro, mokro i zimno,
Strugi rozmyły wszystkie cienie.
  Wiatr niespokojny drzewami szarpie,
  Po szybach krople deszczu płyną.
  W domu jest ciepło - dorzucę drewna,
  Piec nas ochroni przed złą godziną.        SJS 7.05.2011

51. Otwarte drzwi

To takie proste
Otworzyć drzwi
Dla tych co przyjdą,
Dla tych co przyjść chcą,
Dla tych na których czekam,
Dla tych których nie ma już.
  Dlaczego nie ma?
  Umarli oni.
  Tylko w pamięci żyją wciąż,
  Po co więc dla nich otwarte drzwi?
  Te drzwi to symbol
  Dla wspomnień czas,
  Ci co odeszli wszak żyją wśród nas.
SJS maj 2011

52. Lista nieobecności

Wiesiek rozgłośni słuchał z muzyką,
Grzesiek zbyt ciężko pracował wciąż,
Wawrzyniec na ryby jeździć lubił,
Janusz historię znał jak nikt.
  Zenon ze Zbyszkiem razem jeździli
  Marysia chętnie do wróżki szła,
  Miecio do Lwowa już nie pojechał
  A Jasiek umarł podczas snu.
Ludwik o wróżce śpiewać lubił,
Adolek pod samochodem życie zgubił,
Piotrek na chwile został sam,
Grażyna poszła za nim - to była jego mama.
  Dziaków bliźnięta mylono w szkole,
  Dziś żyje tylko jeden z nich,
  Mazurek bał się w nocy wychodzić
  Barbara o dróżce co szła przez wieś śpiewała.
Maciek lubił palić więc kazał się spalić,
Danka długo śmierć oszukiwała aż w końcu śmierć wygrała.
Pani Helena na motorowerze jeździła
Adolf ze szpitala miał powrócić....
,
………
SJS 2011


53. Aleja lipowa

Na tym polu nigdy nie rosły lipy,
Ziemia zbyt uboga tu jest.
Piasek, wszędzie piasek, małe wisienki i droga.
Gdzie tu na lipy miejsce jest?
   Posadziłem wzdłuż drogi lipy.
   Dbałem by podlewać je.
   Tu deszcz zapomina padać
   Czasami miesiąc i dłużej bywa na polu źle.
Drzewa rosły powoli, czasem traciły pnie.
Wracały do życia w odrostach
Z jednego korzenia rosły
Cztery lipki, trzy, czasem dwie.
  Idę aleją lipową
  Zanurzony w zapachu kwitnących drzew,
  Czego mi jeszcze potrzeba?
  Szum pszczół dookoła i słychać ptaków śpiew.
Posadziłem zapach i szum,
Posadziłem gniazda i ptaki
Posadziłem cień i schronienie
Posadziłem szelest i spokój
SJS 20.02.2011

54. Smutek

W dniu którego nie ma,
W porze dnia całkiem nijakiej,
Szedł starzec donikąd drogą,
Od lat był on żebrakiem.
   We wsiach psy za nim szczekały
   Dzieci z za płotów patrzyły.
   Na plecach skarb swój niósł największy
   Tobołek zwinięty ze szmatek.
Ktoś, kiedyś sprawdził tobołek -
Szmatka, w szmatce szmatka,
W szmatce szmatka była
A  w ostatniej szmatce ….
  ....pędzelek do golenia był schowany.
  1956-2011

55. Sosna
Wyciągnęła sosna korzenie z ziemi
Przejść się na spacer chyba chce.
Lecz jakże sośnie iść po ziemi
Gdy musi ziemi trzymać się.
25.06.2011

56. Motyl

Motyl tłucze się na szybie.
Do świata, do świata wyrwać się chce.
Nie wie co czeka go za szybą
Lecz lecieć tam bardzo chce.
  Okno otworzę, leć w kwiatów świat.
  Wiem, że tam lecieć musisz dziś.
  Kwiaty czekają, motyle fruwają,
  Kwiatów szukają - leć więc tam dziś

20.00 sobota gdzieś w 2011 roku


57. Lot motyla

Niepewny  lot motyla
Bez sensu wydaje się,
Lecz przecież motyl leci
Dokładnie tam gdzie chce.
  Niepewny lot motyla
  Jak mnie wydaje się
  Jest jego własnym sposobem
  Po prostu na ... przemieszczanie się.

SJS około 13- 14 sierpnia 2011


58. Czas odlotu

Bociany już chyba jesień czują
Chociaż lato jeszcze w pełni jest
W stada się zbijają, razem coś planują.
Jak nic do odlotu szykują się.
SJS

59. Kaszuby

Wśród pagórków drogi wyrzeźbione.
Siedliska po polach jak by przypadkiem rozrzucone.
Miedze niby proste a wiją się jak wstęgi
Przez pługi wyznaczane.
  Lasy, jeziora i wiatr ponad nimi
  Taki sam jak od świata stworzenia
  Kaszuby, przez twardych ludzi zasiedlona ziemia.

SJS sierpień 2011


60. Modlitwa

Różaniec z dni ustawionych w szeregu
Na jednej nitce jeden za drugim.
Raz ustawione, raz przypisane
Na zawsze w tym samym szereg - szeregu.
 Obym nie pragnął aby mnie szukano..
 Obym nie pragnął  aby mnie wołano...
 Stary modlitewnik dawne lęki wieści
 Dziś litania strachów inne treści mieści.

SJS wieczór 5 września 2011

61. Piosenka „kopertowego”
Sprzedam ja matkę,
Sprzedam sąsiada,
Sprzedam ja wiarę
Ojczyznę sprzedam
 Sprzedam ja wszystko co komuna kupi
 Dadzą mieszkanie, samochód, pracę
 Ja tylko przy nich się wzbogacę
 To dzięki nim będę miał za co pić
Tu większość  w Polsce to katolicy
Jak mnie nakryją co ja tu robię
Powiem, że wiara każe wybaczać
Wszak tak ich im ta wiara nakazuje.
 Sprzedam ja wszystko, jeszcze opluję
 Co wy myślicie
 Pieniądz się liczy
 Ważne jest tylko czy mam za co pić
Wódka, wódeczko, ty moja buteleczko
Oj, tych butelek czemu tak dużo?
Ziemi nie widać bo wszędzie szkło
Tylko butelki, wszędzie butelki a miedzy nimi rozbite szkło
 Ktoś idzie, butelkę schowam
 Jeszcze mi coś uszczknie z niej
 Po co mi ludzie, po co mi ludzie
 Oni tak dziwnie mówią
Mówią żem zdrajca a mnie po prostu  chce się pić.  
SJS 13 grudzień 2006


62. Szkoła
Gdy pierwszy raz szedłem do szkoły
Wiedziałem, że tracę wolność na lat wiele.
Do zabawa zostały soboty,
Soboty i niedziele.
  Chodziłem do szkoły, chodziłem
  Uczyłem się, różnie... uczyłem.
  Czasami było ciekawie
  Czasami po prostu nudziłem się.
Szkoła? Szkoły bywają różne.
Uczniowie jeszcze bardziej zróżnicowani są.
Nauczyciele, jacy bywają?
Mają powołanie by uczyć, albo i nie.
  Ciekawie jest pójść do szkół po latach,
  Zobaczyć  klasy swe.
  Powrót do lat dzieciństwa?
  Może coś z przeszłości da poprawić się?
Przeszłości już nie zmienisz.
Nawet przyszłość ciężko zmienić jest.
Ławka jakaś za mała dla mnie
I już nikt nie przepyta mnie...

8 sierpnia 2011 SJS



63. Zielonooka

W zielonych oczach miłej
Świat cały zaklęty jest
Przywołać chcę dobre chwile
Lecz nie wiem gdzie miła jest.
  Jakżeż mam szukać miłej?
  Po śladach nie znajdę jej.
  Co robisz dziś moja miła?
  Gdzież moja miła jest?
Może myślami przywołam?
Może odezwie się?
Nie wiem co mam robić dalej.
Miła, odezwij się.
14.08.2011 SJS


64. Czary mary

Gdzie chodzi myszka nocą?
Gdzie mały jeżyk śpi?
Gdzie słowik uwił gniazdo?
Gdzie szukać nasze sny?
  Zapytam myszkę małą
  Jak świat wygląda jej
  Jeżyka może odnajdę
  Bo pewnie w liściach śpi.
Słowika nie będę szukać
Wolę posłuchać go
Sny same przyjdą do mnie
Jak co dzień gdy smacznie śpię.
SJS 29.09.2011 około 17.20

65. Jesienne liście

Stada liści wirując siadają na ziemi
Wiatr im w ostatnim locie, gdy chce, pomaga.
Drzewa gałęziami zaczepione w przestrzeni
Widać po drzewach jaka jest wiatru władza.
  Dywany z kolorów jesieni na ziemi
  Czasami wiatr je na nowo układa.
  Tyle już, przez lata, widziałem jesieni
  A każda z nich siwe włosy na głowie mi dokłada.

SJS 2.10.2011 7.23
66. Światłocień
Noc nie wie jak dzień wygląda.
Księżyc zna noc i dzień.
Słońce pod drzewa zagląda
Szuka gdzie schował się cień.
  Księżyc nocami randki podgląda
  Dobrze, że niemową jest.
  Podgląda, zagląda, wygląda,
  Już wiesz dlaczego tak blady on jest.
Słońce cieszy się swoją siłą
Wszak ono tworzy noc i dzień.
Księżyc jest tylko odbiciem
Tego co daje nam dzień.
 SJS styczeń- październik 2011



67. Szmulki
Ulice na Szmulkach nie są stare,
Mają trochę więcej niż  sto lat.
Na domach, tych przed wojną zbudowanych
Widać wciąż wojny ślad.
  Nie tylko wojny ślad na nich widać
  Zaniedbań, biedy, braku troski o nie
  Jest więcej niż wojennych na murach ran.
  Gdzie gospodarze tych domów dziś są?
Latarnie gazowe tu kiedyś świeciły
I „cieć” pilnował wejścia do bram.
Było bezpiecznie nawet w nocy
Spokojnie mogłeś tutaj chodzić sam.
  Otwocka  - szkoła i Bazylika
  Ośrodek jordanowski też tam był.
  W zimę na łyżwach żeśmy jeździli
  Bo lodowisko zrobił ktoś  nam.
Folwarcznej po wojnie została połowa.
Na Wołomińskiej kupy gruzów były,
Siedleckiej domy w wojnę postrzelane
Do dziś nie są niczym połatane.
  A na Łomżyńskiej piwnice zostały
  Po domu co wojny nie przetrwał on.
  Na Radzymińskiej pod trzydziestym drugim
  W murze, do wiązania koni kółka wciąż są.
Koni już tam nie ma, wozaków też nie ma.
Trzepaki niepotrzebne jak poszukasz - są.
Kapliczki w większości się ostały,
Tyle, że modlących jak by teraz mniej.
  Sto lat to dla dzielnicy mało?
  Dwie wojny, obce wojska, front.
  W ziemi pozostało tajemnic nie mało
  Pod ziemią jeszcze znajdziesz spalenizny swąd.

SJS 7 października 2011




68. Dzień Wszystkich Świętych

Ścieżki dla żywych,
Kwatery dla zmarłych.
Cmentarz wypełnia ze zniczy dym.
  Ogniki, znicze, krzyże, płomyki
  Gdzie spojrzysz Kwiaty
  I ludzi tłum.
Powoli chodzą, przystają czasem
Nad grobem, grobami
Dziś wspomnień czas.
  A tam pod ziemią
  Są pochowani
  Ci co żyli pośród nas.
Co roku więcej
Ich tam pod ziemią
…I na nas przyjdzie kiedyś czas.
SJS 29.10.2011

69. Diabeł i Baby Jagi
Baby Jagi na polu kłócą się o miotły.
Która miotła lepsza, która jest ładniejsza,
Która wyżej lata, a która ląduje.
Diabeł to usłyszał i już coś knuje.
 Myślał, myślał, głowa go bolała,
 Aż wreszcie wydumał, że … miotła by mu się przydała.
 Podszedł do czarownic, nisko im się kłania
 Pyta, czy nie mają miotły do sprzedania.
Miotły do sprzedania? Zdziwiło pytanie.
Jedna zaś krzyknęła
„Diabeł miotły nie dostanie!
Nie dostanie miotły, chyba miotłą w głowę.”
Nie dobrze dla diabła, lepiej przerwać z babami tą przykrą rozmowę.
  Diabeł poszedł sobie jak niepyszny dalej
 Lecz obmyśla zemstę, babom się dostanie!
 Jak dokuczyć babom można najskuteczniej?
 Zabrać miotły trzeba, choć to niebezpieczne.
Jak tu podejść Baby, by im zabrać miotły?
Kto zadrze  z babami chyba nieroztropny?
Korci diabła zrobić im psikusa
Więc by znaleźć Baby diabeł w pole rusza.
 Zebrał diabeł szkiełek, rozrzucił po polu.
 Schował się do stogu i czeka wieczoru.
 Ledwie słońce zaszło, baby przyleciały.
 Takich dziwnych szkiełek Baby nie widziały.
Zostawiły miotły przy stogu na polu.
Poszły zbierać szkiełka, zbierają, zbierają
A diabeł się cieszy, miotły schował w worek
Cichcem uciekł stamtąd choć ciężki był ten worek.
 W lesie na polanie, księżyc mocno świecił
 Diabeł siadł odetchnąć, nikt tu nie przyleci.
Zajrzeć chce do worka, zżera go ciekawość
Rozwiązał więc worek, miotłę wyjął  z niego.
Dreszcz po nim przeleciał, miotłę trzyma w dłoni
„Jak bym latał na niej
nikt mnie nie dogoni.”
Tak myślał diabełek lecz czas szybko leci.
Słońce wstanie zaraz
diabeł wtedy nie poleci.
 Na wybraną miotłę okrakiem on siada
 I tak do tej miotły diabełek powiada:
 „Leć miotło nad lasem, poleć do miasteczka,
 Ponoć w tym miasteczku jest gdzieś smoły beczka”
Miotła coś sprawdziła, kiecki nie znalazła
Więc diabła zrzuciła i do wora wlazła.
Diabeł się zmiarkował, że bez kiecki
Nie poleci nigdzie z miotłą na wycieczki.
 Czy widział ktoś diabła aby w kiecce chodził?
 Ludzie by wyśmiali, nie mógł by im szkodzić.
 Ale aby latać diabeł kieckę włożył
I dosiadł znów miotłę
„Miotło leć do miasta”.
Poleciała miotła, diabeł na polanie za to sam pozostał,
Bo nie umiał latać, nie miał prawa jazdy.
Miotłę trzeba trzymać a nie patrzeć  w gwiazdy.
Skończy kurs latania
będzie prawo jazdy.
 A tymczasem Baby szkiełka pozbierały
 Wróciły do stogu
mioteł nie zastały.
 Szukają, szukają znalazły miotełkę
Za małą by latać, idą na piechotę.
Szukają, dumają kto im zrobił psotę
Dostanie on lanie jak znajdą kto taki
Pozabierał miotły Babom dla draki, dla draki,
A tymczasem miotła do miasta doleciała.
 Beczki ze smołą wszędzie tam szukała.
 Szukała aż znalazła - wielce ucieszona.
 Lecz jak przenieść beczkę do lasu ma miotła?
 Przecież miotła z beczką jest całkiem nielotna.
Wymyśliła miotła sposób bardzo stary
Potoczyła beczkę pchając ją przed sobą.
Uciekajcie ludzie beczka pędzi drogą.
W lesie trochę gorzej beczka  się toczyła.
 Lecz nad ranem beczkę w końcu dostarczyła.
 Diabeł ją przywitał
miotła ledwie żyła.
 Przecież beczkę smoły sama  dotoczyła.
Diabeł wniebowzięty jak beczkę zobaczył.
Wniebowzięty diabeł? Miało być inaczej.
Piekłowzięty diabeł cieszy się niezmiernie
Bo dla diabła smoła bardzo wiele znaczy
Nie ma diabła bez smoły
nie może być inaczej.
 W kiecce diabeł podszedł do beczki szczęśliwy
 Zaraz ją otworzy. Będą jakieś dziwy?
 Ledwie dotknął beczki a beczka ożyła
 Podskoczyła  w górę, denko otworzyła.
I do diabła gada: „Witam moja miła”
Diabeł zgłupiał całkiem
jaka moja miła?
O kiecce zapomniał, beczkę to zmyliło!
Podskoczył do góry, kieckę w krzaki rzucił.
 Strasznie się rozzłościł i na beczkę wrzasnął:
 „Pilnuj swego nosa, ty pękata bryło
 Piekło cię  niczego jeszcze nie nauczyło?”
 Beczka zbladła całkiem, jeśli to możliwe
Aby smoła miała całkiem białą grzywę.
„Przepraszam cię bardzo, mój drogi diabełku
Kiecka mnie zmyliła, będę wiernie służyć
Diabłu z piekła rodem radości dam wiele
 Jeśli trzeba nawet i w niedzielę.
 Piekielnym ogniem mogę zdziałać wiele.”
 Diabeł już spokojny i ogień roznieca
 Aby podgrzać smołę  - ale będzie heca.
A tymczasem miotły wszystko to słyszały
I z tą co w mieście była cicho coś gadały.
Co tu zrobić trzeba, aby móc polatać
Tak bliżej do nieba z diabłami w zawody.
 Uradziły w końcu aby diabłu służyć
 Zawsze to odmiana i Babom dopieką
Pamiętały dobrze jak było nad rzeką
Gdzie  Baby tak się rozochociły że święconą wodę zamiast wody piły.
Ogień z wolna smołę podgrzewa, podgrzewa,
A diabeł podkłada to szyszki, to drzewa.
Jak  już smoła w beczce się zagotowała
To miotła w prezencie trochę jej dostała.
 Zaraz się napiła miotła smoły z beczki
 Oj będzie  straszyła na polu owieczki.
 Taka czarna miotła jak nad polem lata
Nie ma na nią silnych aż do końca świata.
Diabeł dosiadł miotłę, mocno teraz trzyma
Rozkazuje głośno: „Leć tam gdzie nas nie ma”,
Zaraz to poprawił bo by do końca świata z miotłą tak zabawił.
„Leć aż do księżyca
chcę zobaczyć z góry czym on się zachwyca.”
 Miotła dała sygnał  i cała drużyna ruszyła z kopyta.
 Diabeł miotłę trzyma bo nad lasem, ponad polem
 Całe stado mioteł wyczynia swawole  a diabeł się cieszy
Gdy zobaczył Baby jeszcze się rozśmieszył.
Baby go spostrzegły: „Czekaj ty przechero,
Jak złapiemy ogolimy cię na zero”
„Łapcie, łapcie, łapcie kapcie” - tak diabeł się śmieje
I zabiera babom ostatnią nadzieję.
 Miotły coraz wyżej diabła niosą w górę
 Aż zobaczył diabeł w chmurach wielką dziurę.
 „Do księżyca pewnie tędy znajdę drogę.
 Nieście jeszcze wyżej albo wam pomogę”
Lecz zapomniał diabeł, że droga do nieba
Wiodła tam od dawna
diabła tam nie trzeba.
Święty Piotr  zobaczył z dala figle diabła
Więc na przylot gościa woła swe anioły
 „Nikt nie widział diabła w niebie do tej pory,
 Musimy więc przywitać tego gościa u nas
 Niech nie myśli sobie, że bieda jest w chmurach.
 Zwołać tu natychmiast anielskie chóry.”
Diabeł tak się cieszył swoim pierwszym lotem,
Że nie spostrzegł jak do nieba przed świętego miotły go zaniosły.
Bo te miotły to były takie miotle osły.
Oj jeszcze nie wiedział gdzie go dziś zaniosły.
 Diabeł jak już spostrzegł gdzie to lądowisko
Było już za późno bo odwrócić wszystko.
Minę miał niepewną, oj to było widać
Miotłę trzymał mocno
może się tu przydać.
„Witam diabła u nas”
odezwał się święty,
Nawet diabeł w niebie nie będzie przeklęty.
Diabeł zgłupiał całkiem, na nogach się chwieje
Coś tam szeptem mruczy i bardziej głupieje.
 „Co cię tu sprowadza?” Pyta diabła święty.
 „No, tego, tamtego szukam ja księżyca
 On mnie blaskiem bladym od dawna zachwyca.”
 „Mówisz, że księżyca w niebie poszukujesz.
Czy ty diable czasem nie kantujesz?
Bo księżyca w niebie jeszcze nikt nie szukał.
Może ciebie diable ktoś tam gdzieś oszukał.”
Diabła siódme poty całego oblały.
 Diabeł w niebie nie jest już zuchwały
 A tymczasem święty podaje mu kielich
 Do wypicia woda w tym kielichu była.
 Diabłu w tym momencie odwaga wróciła.
„Co mi daje święty? To święcona woda?”
„Oj diabełku miły, dla diabła jej by było szkoda.
Zwykłą wodę daję”
napij się nieboże.
Mam dla ciebie prezent
trzymam go  w komorze.
 Prezent od świętego? Jakieś diable sztuczki.
 Myśli sobie diabeł i na miotły woła.
 „Jeszcze trochę a zaprowadzą mnie do kościoła.
Uciekajmy póki sił nam jeszcze starczy”
Ale miotły nie lubią jak ktoś na nie warczy.
Nie za chętne wracać na ziemię z diabełkiem.
Wymyśliły, że wody muszą napić sie chociaż kropelkę.
Święty Piotr podaje im kielich do picia.
 Diabłu zaś do łapy podaje miotełkę,
  Oraz wodę w misce
co to jest do diabła?
Diabeł się domyśla, szczęka mu opadła.
To święcona woda i kropidło przecież.
Złapał miotłę mocno i krzyczy co siły:
„Ja chcę już na ziemię, dość tych figli dzisiaj
Na ziemie wracamy, wracamy na ziemię
Tam pod ziemią a nie w niebie żyje moje czarcie plemię.”
 Święty Piotr zdziwiony, co to wszystko znaczy?
 Pierwszy raz się zdarza aby ktoś uciekał z nieba.
 Przecież tu jest dobrze
co diabłu dolega?
 Diabeł czmychnął z nieba i na ziemię leci.
Miotły złe jak diabli, figla mu szykują
Na pole go niosą Jagom dać w prezencie
Nie pomoże diabłu, diable dziś zaklęcie.
Jak zobaczył diabeł gdzie go miotły niosą
 Postanowił uciec, zanim go doniosą
 Bo pamiętał co mu Jagi  wcześniej obiecały:
„Jak go złapiemy, nie wyjdzie on cały.
Ogolimy jeszcze diabłu łeb na goło.”
Będzie dziś na polu więcej niż wesoło.
Diabeł puścił miotłę i na pole spada.
Upadł na stóg siana
sam do siebie gada
„Wracam ja do lasu, tam gdzie beczka stoi.
 Bo tu na tym polu diabła się nikt nie boi.”
 Pobiegł na polanę i do dziś tam siedzi
 Nie wychyli nosa - nikt go nie wyśledzi.
 Baby jagi miotły swoje zawołały
Będą ich pilnować jak źrenicy oka
Cena za te szkiełka była zbyt wysoka.
Za to diabeł diabli się każdej nocy na polanie.
„Tym Babom ode mnie jeszcze się dostanie.”                                  2011  SJS


71. Ołowiane żołnierzyki

Ołowiane żołnierzyki na wojnę wyruszyły
Armaty z ołowiu wzięli z sobą też.
Konie na tej wojnie z ołowiu były
I z ołowiu na wroga padał z armat deszcz.
  Z ołowiu miał serce ten generał żołnierzy
  Który ich pod kule wysyłał wciąż
  Lecz na tej wojnie nie było poległych żołnierzy
  Bo tam wojna na niby tak naprawdę jest.
Lecz razu pewnego coś złego się wydarzyło
I wojsko z ołowiu na prawdziwe kule przetopił ktoś.
Z ołowiu za to serce miał generał prawdziwy
Co żołnierzy pod kule wysyłał wciąż.
  Tę wojnę  niewielu żołnierzy przeżyło
  Wiele koni w bitwach prawdziwych zginęło też.
  Tylko nikt nie wiedział, że w kieszeni żołnierza żołnierz ołowiany
  Gdy ten poległ, razem z nim został ... pochowany.

72. Raj

Na tej ziemi był już kiedyś raj
Dawno temu na zielonej wyspie.
Miliony palm z kokosami tam rosło
I strumienie słodką wodę do morza niosły.
  Ciepło tam było tak jak w raju
  Owoców wszelkich ziemia zapewniała
  Ryby bez wysiłku  z morza się łowiło
  I zbudowanie domu zbytnio nie męczyło.
Na tę wyspę ludzie na tratwach przypłynęli
Zaledwie kilkadziesiąt osób wtedy przybyło.
Na oceanie raj znaleźli prawdziwy
I to co tam zastali całkiem ich zaskoczyło.
  Mijały lata ,ludzi coraz więcej i więcej się mnożyło
  Palmy wycinali tak szybko, że nowe nie nadążały rosnąć
  Miejsca do życia coraz mniej i mniej tam było
  I przyszedł czas gdy wszystko co dobre się skończyło.
Głód, walki, podstępy, zasadzki, choroby i śmierć
Bardzo ludność tej wyspy to wszystko przetrzebiło.
Aż ludzie przed ludźmi musieli się chować
I wtedy już tam raju na pewno nie było.
  Na tej ziemi był już kiedyś raj
  Dawno temu na zielonej wyspie.....
[SJS luty 2012]

73. Ułuda

Gdy okręt z pajęczyn
Swe żagle rozwinie
Wiatr go wnet poniesie
W przestworza popłynie.
 W te światy gdzie portów
 Dla niego nie ma
 Bo przecież wokoło
 Drzewa, pola, łąki -  po prostu…. ziemia.

74. Przemijanie

Ulotny urok czerwieni maków
Chabry wśród maków rosnąć chcą
Łąka to czy tylko miejsce przy krzaku
Które darował im zmienny los?
  Dziewanny, maki i chabrów trochę
  Codziennie nowy zestaw barw
  Płatki czerwieni dziś już na ziemi
  A przecież wczoraj rozwijał je wiatr.
Piętrami żółte kwiatki dziewanny
Zawarty jest w nich deszczowy kod
Kwiatki u góry, płatki na ziemi
Na dole liści zielonych splot.

75. Miasteczko

W małym miasteczku domów niewiele.
Niewielka rzeka i mały most.
Uliczki małe, ludzie niewiele
Problemów mają i ciężkich trosk.
  W małym miasteczku wszyscy się znają.
  Wiedzą kto, z kim, kiedy i gdzie.
  Wiedzą o dziadkach i pra- pradziadkach
  Komu jak wyszło, a komu nie.
Jaśminów zapach przez okna wchodzi
Wiosną, zanim zakwitną pąki róż.
Ktoś gdzieś przechodzi, ktoś gdzieś wychodzi,
A ktoś zostanie gdy będzie mógł.
  Dzwony z kościoła w niedzielę rano
  Budzą takich  co mocno śpią,
  A po kościele zwłaszcza młodzi
  Idą na lody - dopóki są.

SJS 2.05.2012

76. Żurawie

Są jeszcze łąki na które przylatują .... żurawie.
Krzyk ich po polach daleko się niesie.
Są jeszcze rzeki tak dzikie,
Że śladów ludzi nie widać prawie.
  Mgły ponad nimi od zawsze się snują
  Chłodne poranki, rosa na trawie
  Niech tak zostanie przez przyszłe wieki.
  ... są jeszcze łąki na których się pasą płochliwe żurawie.
SJS na przełomie 9/10 lipca 2012

77. Kresy

Zanurzyłem się w przeszłości.
To tak jakby poruszyć wszystkie dzwony
I te co wiszą na wieżach kościołów,
I te które  aby ukryć ktoś zakopał w ziemi
I te co na armaty przetopiono dawno.
  Wszystkie naraz chcą głosić swoje
  Lecz jak rozróżnić ich głosy mam?
  Ten jest ze Lwowa, ten ze Zbaraża,
  A ten w kościele na pustym polu pozostał sam,
  A tamten, w rzece, piaskiem przykryty.
Każdy ma tyle do przekazania
Jakby ich wcześniej nie słuchał nikt.
Ten o zwycięstwach chce opowiadać,
A ten o rzeziach tu na Wołyniu
I cicho dzwoni gdzieś dzwon ukryty
Mieli go zabrać - a został tam.  SJS
78. Na rozstajnych drogach..

Na rozstajnych drogach diabeł lubił siadać.
Mącił ludziom w głowach, bo skąd wiedzieć mieli
Którą drogę wybrać by dotrzeć do celu.
Diabeł, przechera nabrał już tu wielu.
  Aż ktoś na rozstajach krzyż wreszcie postawił.
  Diabeł gdy zobaczył, że miejsce swoje stracił
  Dzień i noc po polach biegał i sobaczył.
  Skargi tak obnosił o tym co utracił.
On stracił a ludzie zyskali
Bo przecież diabeł dobra nie czynił nikomu
Tylko szkody, bo ludzie nie mogli
Trafić do swych domów.  SJS19.08.2012

79. Żart

"Tere fere kuku
Strzela baba z łuku"
A chłop z bata strzela
Nie będzie wesela.
  Nie będzie wesela
  Nie będzie radości
  Bo chłop razem z babą
  Wystraszyli gości.
Wystraszyli gości
Sami pozostali
I przez to strzelanie
Córki nie wydali.
  Córki nie wydali
  I została  w domu
  Będzie teraz strzelać
  Oczkiem po kryjomu.
Oczkiem po kryjomu
Córeczka strzelała
Lecz żadnego chłopca
Złapać nie zdołała.
  Złapać nie zdołała
  Bo się wszyscy bali
  Takiej baby  z chłopem
  Co ciągle strzelali.
Co ciągle strzelali
Z łuku oraz bata
"Nie będzie miłości
Jak ciągle strzelata"
  Tak powiedział mądry
  Co to wszystko wiedział.
  Lecz on także u nich
  Długo nie posiedział.
Długo nie posiedział
Uciekł od nich chyłkiem
Kto by tam wytrzymał
Chyba przez pomyłkę.
  Chyba przez pomyłkę
  Do zagrody zaszedł
  Młody co na kieszeń
  Mówił "taschen".
Taschen mówił młody
Bo od Niemców przyszedł.
Jak tam do nich zaszedł
To już i nie wyszedł.
  Nie wyszedł z zagrody
  Bo też lubił strzelać
  I tak szybko przeszła
  Trzecia już niedziela.
Trzecią już niedzielę
Razem tak strzelali
Aż w końcu zmądrzeli
I córkę wydali.
  Morał jest z tej bajki
  Całkiem niedorzeczny
  Nie zdobędziesz żony
  Jak będziesz zbyt grzeczny.
Jest też drugi morał
Co już pewnie wiecie
Nie strzelajcie wtedy
Gdy córkę wydać chcecie.
  Jest i trzeci morał:
  "Gdy was wszyscy znają
  Lepiej szukać zięcia
  Tam gdzie was nie znają."
Jest i czwarty morał
Bo przecież już wiecie, że
Jak nie ma chętnych
To i Niemca na zięcia weźmiecie.

SJS 6.41 28.08.2012

80. Domek Tomka


Miał Tomek swój domek
A w domku dwa piórka
Na strychu w tym domku
Mieszkała wiewiórka.
  Na drzewie przed domem
  Dwa kruki mieszkały
  I głośno na Tomka
  Kra, kra, krakały
Miał Tomek swój domek
I dobrze my było
A krukom przed domkiem
Też dobrze się żyło
  Lecz razu pewnego
  Coś tam się zdarzyło
  Coś przyszło do studni
  I wodę wypiło.
To było w nocy
Gdy kruki spały
Te kruki które w dzień
Na Tomka krakały.
  Kto wypił więc wodę
  Nikt tego nie wiedział
  Gdy dziadek tam przyszedł
 To tak powiedział:
„Gdy byłem młody,
To kamień raz wpadł do studni, do wody
Tak, że zatkał dopływ wody.
Więc może nikt nie wypił ze studni wody?
SJS kiedyś dawno temu jak jeszcze Jugosławia istniała

81. Dla Kacperka

Kacper, Kacper wiercił dziurę
A w tej dziurze znalazł kurę
Kura jajka tam schowała
I na Kacpra nagdakała.
  Kacper jajka do koszyka
  I przed kurą szybko zmyka
  Kura za Kacperkiem goni
  Bo swych jajek przed nim broni.
Kogut gdy usłyszał krzyki
To przeskoczył przez patyki
Kacper coraz szybciej zmyka
Zgubił jajka gdzieś z koszyka
  Kura jajka pozbierała
  I pisklęta wychowała.
SJS nie wiadomo kiedy

82. Bajka

Tygrys gdzieś się schował
Bo wystaje tylko głowa.
Miś zaś minę ma wesołą
Bo zjadł miodu
Pełen dzban.
Teraz z misia wielki Pan.
  Bajko, Bajko zawołaj misia
  Niech nam misio opowie dzisiaj
  Gdzie przed ludźmi zajączek się chowa
  Na którym drzewie nocuje sowa.
  Gdzie ptaki na zimę gdzieś odlatują
  Gdzie w chłodny czas dobrze się czują.
W bajce wszystko możliwe dzisiaj
Nie trzeba o wszystko pytać misia.


83. Jesień

W lesie szum wielki, liście spadają,
Żółte, czerwone, jesień witają,
Kobierzec piękny z liści usłany,
Wiatr go układał, liście zamiatał.
  Drzewa są smutne
  Bo na gałęziach liści niewiele.
 Kto je policzy kiedy spadają?
 To niemożliwe, bo uciekają.
SJS nie wiadomo kiedy

84. Stary dom

Przez wybite okna
Słońce po podłodze chodzi
Ludzie tu kiedyś mieszkali
Dziś już nikt nie wchodzi.
  Na dom już wyrok został wydany
  Przyjdą robotnicy i rozbiorą ściany
  Rozbiorą i okna, rozwalą sufity
  A na koniec komin też będzie rozbity.
Ci co tu mieszkali w większości nie żyją
Lat tyle minęło, że nikt nie wie czyją
Ręką ten dom kiedyś zbudowano,
Kto się tu urodził a kogo pochowano.
  Co mówili tu ludzie,
  Co robiły dzieci
  Nikt już nie pamięta.
  Śmieci, wszędzie śmieci.
Stary dom jeszcze stoi
Czeka, może przyjdzie ktoś kto dawniej bywał
Lecz ludzie idą dalej
Nie widzą go chyba.
  Nawet jeśli widzą
  Po co im ruina.
  Piec już rozwalony
  Komin się ledwo trzyma.
Puste oczodoły okien
A na strychu koty myszy straszą.
Nietoperz jeszcze czasem tam się na dzień schowa
O zmierzchu się obudzi gdy zawoła sowa.
 Domu dni już policzone, dotrzyma do wiosny
 Nowy dom już  stoi
 I młodzi czekają
 Kiedy na swoim wreszcie zamieszkają.
1.11.2012 godz. 19.59

85. Poplątane
Dziś była niedziela
Chociaż to dopiero czwartek.
Czas się znów pogubił
Dni niewiele warte.
 Czwartek, środa czy niedziela
 A dni takie same
 Tylko w kalendarzu
 Nazwy przypisane.
Jeśli jest poniedziałek
To musi być niedziela.
Gdzie się tydzień zaczyna?
Który dzień dni rozdziela?
 Dzień Księżyca
 Dzień Słońca
 I  dzień ...
 niewiadomo jaki.
Ludzie nazwy dni znają
A dni to nie ptaki
Co każdy jak chce siada  
A każdy jednaki.
 Dni ustawione w szeregi
 Zawsze ten sam za drugim
 Czasem dzień jest za krótki
 A czasem ... za długi.
Znów się poplątało
Czy dzisiaj jest wtorek?
A może to środa
Co przyszła wieczorem?
 Dziś była niedziela
 Chociaż to dopiero czwartek
 Bo nic nie zrobiłem
 Co by było cokolwiek... warte.
SJS 27.12.2012 18.11

86. Noc

Szaro, buro i ponuro.
Nocka przy latarniach
Jak by odpuściła
Bo dalej jest czarno.
 Czarno, ciemno i niemiło
 Gdy księżyc nie świeci
 Ludzie w domach pochowani
 Noc nie jest dla dzieci.
Ani nie dla dzieci,
Ani dla dorosłych
Tylko dla złodzieja
Ten czas jest radosny.
 Noc go wszak okrywa
 Przed wzrokiem ludzi
 Jak chodzi cichutko
 Nikt się nie obudzi.
Pies czasami go wyczuje
Zaszczeka, zawarczy
Może na złodzieja
Taki strach wystarczy?
 Czasami wystarczy
 Gdy złodziej płochliwy
 Gorzej gdy gospodarz
 Jest zbyt spolegliwy.
Nakrzyczy na psiaka
Czemu budzi w nocy
W takiej sytuacji
Pies nie ma pomocy.
 Zdziwi się gospodarz
 Gdy się rano zbudzi
 Będzie on żałował,
 Że się nie obudził.
Jak świat światem
Zawsze tak bywało
Że rano mniej zastano
Gdy się mocno spało.
SJS 28.12.2012 nad ranem

87. Brzegi

Na brzegu dnia i nocy
Na brzegu rzeki o zachodzie słońca
Szukam odpowiedzi
Na pytania stawiane bez końca..
bez końca...
  Gdzie początek rzeczy?
  Jak to się zaczęło?
  Skąd się to wszystko
  Tak naprawdę wzięło?
Przypadek! Niemożliwe
Bo zbyt skomplikowane.
To tak jak by powiedzieć, że:
"Wielkie dzieło "Pan Tadeusz"
Przez przypadkowy rozstaw liter
Zostało samo napisane.
  Na przełomie dnia i nocy
  Na brzegu rzeki, już po zachodzie słońca
  Takie myśli przyszły same do mnie:
  Nie może być nic bez początku,
  Nie może być bez końca.
Prawdy niby oczywiste
Lecz gdzie wytłumaczenie
Dla porządku świata?
Jakie ma znaczenie życie?
Jaki wpływ ma przeznaczenie?
  To wszystko tak samo z siebie
  Kiedyś się zaczęło?
  Czy ma to znaczenie,
  Co robimy, myślimy,
  Kogo i jak kochamy,
  Na tej świata scenie?
Na brzegu rzeki
Na brzegu poznania
Na brzegu myśli
I poszukiwania..
Czas na kolejne pytania..
pytania....

88. Bieda - ała
Bieda z nędzą się spotkała
Razem z nędzą zamieszkała
No i dzieci dużo miała
Dzieci wszystkie wychowała.
 Dzieci biedy wnet dorosły
 W świat daleki wszystkie poszły
 Teraz bieda mieszka wszędzie
 Co to będzie, co to będzie.
My tę biedę pogonimy
Tam gdzie nie brakuje chleba
Tam gdzie wszystko jest co trzeba
Lub tam gdzie pomarańcze rosną
 Biedy nie ma, jest bogactwo
 Dzieci biedy wnuki mają
 I korzeni swych szukają
 Bieda dzisiaj dobrze stoi
I niczego się nie boi....
-ała
wrzesień 2013



89. W alejach smutku
W alejach smutku, wśród drzew zieleni
Kwiaty na grobach ktoś położył
Znicze gdzieniegdzie jeszcze  dymią
Zmarli w pamięci żywych żyją.
 Ktoś, gdzieś przechodzi, a ktoś przystaje,
 Czasami grupą ludzie idą,
 Ciszę spłoszony ptak zakłóci
 Dom tu jest jego a nie ludzi.
W alejach smutku, wspomnienia chodzą
Chodzą, przechodzą, zgubią się czasem
Nikt ich nie straszy
Zbędnym hałasem.
 Ktoś, gdzieś kolejne znicze stawia
 Lub siądzie cicho gdzieś na ławeczce
 Ciszę cmentarną żołądź zakłóci
 Gdy wiatr go z dębu na ziemię zrzuci.
W alejach smutku jesień już widać
Kwiaty na grobach więdną powoli
Znicze pogasłe puste stoją
Zmarli niczego się już nie boją.

Cmentarz Północny wrzesień 2013

90. Na rozstajnych drogach..
Gdyby Bóg dzisiaj przyszedł do ludzi,
Zamęczyli by Boga prośbami.
Lepiej Boże pozostań gdzie jesteś,
Niech ludzie radzą sobie tu sami....
Modlitwy i prośby zostawmy
Na chwile gdy ciężko na duszy,
Łatwiej Bogu będzie nam pomóc,
Gdyż codzienność nawet Go nie wzruszy.

Zostawili Chrystusa na rozstajnych drogach,
Widzi tu zwierzęta częściej niż ludzi.
Przyjdzie ktoś stroskany, czapkę z głowy zdejmie,
Przeżegna się śpiesznie - zbytnio się nie strudzi…
Daleko do nieba, bliżej jest do wioski
Potrzebny jest Chrystus i w życiu i w polu,
Niosą Mu więc ludzie swoje  troski,
Zwykłe troski, od wioski do wioski.

Dawno nie padało, sucho jest na polu,
Kłosów nie wypełnią zboża w takim roku.
Co będzie  jesienią i co będzie wiosną?
W suszę przecież kłosy większe nie urosną.
Daj nam deszczu Boże, daj nam plonów wiele
I ochroń przed wojną, morowym powietrzem,
Ochroń nas przed nami gdy rozumu zbraknie
Ochroń nas przed złymi choćby i w kościele.

Na rozstajne drogi dziewczynka przybiegła
Piosenkę nuciła o ptaszkach i ziołach.
Wianek z kwiatów polnych dla Chrystusa niosła,
Pod krzyżem złożyła, wesoła, radosna.
O nic nie prosiła, piosenki nuciła
Kwiatki do wianuszka świeże dołożyła.
- Smutno ci tu Panie, sam całkiem zostałeś
Ale o nas ludziach już nie zapomniałeś?

Biegnie dziewczę do wsi - chmurzyć się zaczęło,
Nim dobiegła w progi solidnie lunęło.
Pewnie to przypadek, bo jakże inaczej
Wytłumaczyć, że deszcz przyszedł wtedy nagle.…
Przecież samo nic nigdy nam nie spadnie.
Tylko tam na polu, na rozstajnych drogach
Chrystus uśmiechnięty z wiankiem sam pozostał.

październik 2013


 
91. Zapomniana ... melodia
 
Nie widziałem cię już tyle lat,
Nie słyszałem głosu, zapachu tak dawno nie czułem...
Przez te lata zmieniał się dokoła świat
Tylko ja się gdzieś zagubiłem...       

Wstaję rano, jeszcze słońce śpi,       

Świt dopiero przeciera oczy.       

Ptaki lecą jak co dnia,       

Dzień dnia przecież nie przekroczy.
Rosa na trawie, chłód,
Kawa z mlekiem na śniadanie.
Jest początek dnia
Nie wiem co do wieczora się stanie.
Powoli dzień rozpoczynam.
Planuję co zrobić będzie trzeba
Tak myślę ja co dnia
Jesteś gdzieś czy cię ... nie ma?
Jesteś, jesteś wciąż we wspomnieniach.
Tam się nic zmienić już nie da
Jesteś gdzieś bo ja to wiem,
Ale tu gdzie jestem pozostał tylko cień.

Idę, idę przed siebie
 Zawracam, coś zrobić dzisiaj trzeba.
Robię coś, majstruję
I ciebie obok mnie... czuję.
Znów mija kolejny dzień
Czas tylko do przodu płynie
I znów widzę Twój cień
A może to tylko motyle?

Siadłem, odpocząć trzeba.
  Zmęczenie wraz zemną przysiadło.
  Chyba kończy się dzień.

Czy wszystko z przeszłości przepadło?
Zmrok schodzi na ziemię powoli,
 Mgła nad polami się snuję.
Tak myślę teraz przed nocą
Czy kiedyś cię jeszcze przytulę?

Noc gwiazdy zapala na niebie

Chłód wciska się przez drzwi do mieszkania

Trzeba napalić już w piecu.

Jutro znów sam siądę do śniadania.
===
 
92. Pamiętaj..
 

Poszli do boju młodzi z pieśniami
Oczy gorące i serca prawe
Wierni do końca dzielnie walczyli
I padli w boju za kraj nasz, za Warszawę.
Na zawsze młodzi oni zastaną
Wiek ich nie zmęczy chodź lata miną
Pamiętaj o nich także wtedy
Gdy idziesz w słońcu przez park z dziewczyną.
[na podstawie wiersza " They went with songs to the battle, they were young...]

93.Staruszka
Stara kobieta w wyleniałym futrze
Z resztkami świetności
Nie spostrzegła, że czas nieubłaganie
Zaciera ślady dawnej jej przeszłości.
Stroje, panowie, tańce i bale,
Fryzury, sukienki, buciki, panienki,
Miłostki, miłości, rozstania i żale.
Staruszka wciąż wierzy, że trwa w tamtym szale.
Powoli, ostrożnie stawia swoje kroki
Rozgląda się, szuka, może ktoś jeszcze...
Pamięta jak za nią patrzyli,
Co obiecywali, gdzie porwać chcieli
Lecz nigdzie ich nie ma, chyba zapomnieli.
Tu wszyscy obcy i nikt jej do tańca nie prosi.
Może tam za rogiem młodość się ostała?
Tam też sami obcy - “Chodź ze mną mała”
Ktoś blisko powiedział - lecz nie do niej chyba..
Bo poszedł sobie z dziewczyną pod rękę.
Wrócę ja do domu, koty tam czekają.
Jutro znowu wyjdę, muszą gdzieś być przecież
Ci z którymi szalałam przed laty po świecie..
Hasta la muerte, hasta la muerte, la muerte... hasta..
SJS Agadir styczeń 2017

94. Modlitwa Boga do ludzi

Nie ma nikogo nade mną,
Lecz to nie ja czas stworzyłem.
Ziemi ni Słońca nie było
Lecz ja od zawsze byłem.
 Ciemność i światło
 Od siebie rozdzieliłem
 I w kolejnych dniach
 Świat przyjazny dla was, dla ludzi tworzyłem.
Planety, Ziemię i Słońce
Lądy i oceany,
Stworzyłem także rośliny
Gdzie zwierz wszelki mógł być schowany.
 Gdy dzieło do końca powoli
 Zbliżało się świata tworzeniem
 Uznałem, że czas już nadszedł
 By was, ludzi osadzić na Ziemi.
Stworzyłem ludzi na obraz
I podobieństwo swoje,
Dlatego  każdy z was ma
W sobie część Boga
 Więc macie także moc tworzenia
 Korzystajcie z tego co dane
 Wam jest ode mnie,
 Od waszego stwórcy, nauczyciela  i  Boga.
Jestem wszędzie, w morzu,
Na morzu, w porostach,
W lasach i kwiatku polnym,
Przestworzach, na polach i górach.
 I jestem także w was
 Którzy jedyni na tym świecie
 Macie cząstkę Boga
 Dającą wam moc tworzenia.
Więc korzystajcie z tego,
Swoją twórczością wspomagajcie
Gdzie tylko możliwe
Waszego stwórcę - Boga.
SJS 21 marzec 2014

95. Bajka o rozbójniku i królu

Za lasami, za borami,
Tuż przed wielkimi górami,
Na wzgórzu co było nad rzeką
Stał zamek potężny od wielu już wieków.
W zamku tym król mieszkał razem z dworzanami
Wojsko bram pilnowało
I generałów króla się słuchało.
Wielu poddanych króla we wsiach wokół zamku żyło.
Spokojnie tu od lat wielu było.
Do zamku przez lasy i bory
Tylko jedna droga wiodła
Stary szlak był tu wytyczony dawno temu.
Przy tej drodze zbójnik od lat grasował.
W lesie się chyba urodził i tam się wychował.
I nikt nie wiedział
Gdzie on się przed ludźmi i pościgiem chował.
Za to zbójnik zawsze wiedział
Czy ktoś drogą jedzie i ilu tam ludzi
Bo zbójnik jak wielu przez las jechało
Wolał się nie trudzić..
Pewnego razu, zbójnik jak co dzień,
Na drzewie przy drodze schowany
Usłyszał tętent konia
Co do zamku z jeźdźcem zmierzał.
Zeskoczył więc z drzewa
Za pień dębu się schował
Sieć przygotował i na jeźdźca czekał
Do skoku gotowy.
Słuch rozbójnika nie zmylił.
Samotny rycerz drogą jechał.
Koń był cały spieniony
I widać było, że rycerz jest bardzo zmęczony.
Łatwy to łup i ryzyka niewiele.
Zbójnik do jeźdźca podskoczył.
Sieć na niego zarzucił,
Szarpnął i konia z jeźdźcem przewrócił
I z nożem na leżącego zbójnik skoczył.
Nóż do gardła przystawił
I tak do niego gada:
"Dawaj zaraz złoto , dawaj i diamenty
Jak nie chcesz aby dzień dla ciebie był przeklęty"
"Nie mam ja złota, nie mam i diamentów.
Mam coś ważniejszego, bo wiozę wiadomość.
Za dwa dni tą drogą, przez te wielkie bory
Obce wojska przejdą aby zamek zdobyć.
Do króla się spieszę
Zawieść tę wiadomość.
Zamek bronić trzeba,
Nie ma co liczyć na czyjąś pomoc
Chyba, że z samego nieba".
Nie kłamiesz rycerzu - zbój spytał zdziwiony
Powiadasz, że obce wojska idą w te strony?
Tak, i armat wiele ze sobą prowadzą
Z murami zamku jak nic sobie poradzą.
Tego już za wiele dla zbójnika było.
Jego zbójowanie jak nic by się skończyło.
Jedź do króla szybko
Nie będę cię tu trzymać
Uradźcie tam w zamku jak wroga zatrzymać.
Tak powiedział zbójnik i rycerza puścił.
Pomógł wsiąść na konia, wielce zasmucony.
Las był jego domem, droga żywicielem
Jak tu obcy przyjdą dla zbójnika miejsca zostanie niewiele.
A rycerz tym czasem pod bramę zamku przybył.
Wjechał na dziedziniec, konia oddał sługom
I ruszył do króla - złą wiadomość zanieść
Że leśnym traktem nieprzyjaciel przybędzie niedługo.
Król jadł właśnie obiad razem z dworzanami.
Wysłuchał rycerza- wielce się zasmucił.
Wezwał generałów i tak do nich powiada:
Przygotujcie zamek zaraz do obrony.
Łuczników i armaty ustawcie na murach,
Strzał niech nie zabraknie.
Kul i prochu w beczkach także nie żałujcie.
Wrogów przywitamy godnie jak należy.
Dostaną nauczkę z murów oraz wieży.
Generałowie poszli do zbrojowni
Lecz zaraz wrócili.
Królu - nie ma czym strzelać z armat
Bo proch w beczkach zamókł.
Powiedział generał co w pięknym mundurze
Baczył by się nie zabrudzić
Gdy szedł do zbrojowni po murze.
A drugi generał miał też same złe wieści.
Królu - nie tylko strzał nie ma
Ale i łuki zgniły, bo dach w zbrojowni przeciekał.
Może by do wroga pismo wysłać by trochę poczekał?
Ręce królowi opadły, gdy tych wieści wysłuchał
Oj nie były one miłe dla jego ucha.
Królu - może lepiej się poddać.
Trzeci generał tak właśnie radził.
Białą flagę wywieśmy - król zawsze jakoś sobie przecież poradzi.
Rycerz co złe wieści przywiózł wszystko to słyszał.
Poprosił króla  na rozmowę w cztery oczy.
Gdy zostali sami tak rzekł on do króla:
"Jest szansa aby zamek i królestwo uratować.
Ze zbójnikiem niestety trzeba pertraktować".
Ze zbójnikiem? Rycerzu, żartujesz?
"Nie masz szans królu jeśli nie spróbujesz.
Ten  rozbójnik mnie na drodze napadł
Lecz gdy o wrogich wojskach usłyszał
Zaraz mnie wypuścił.
Zmartwił się rozbójnik tak samo jak ty królu.
Więc nie traćmy czasu.
Obaj bez świadków
Jedźmy do lasu
Poszukać zbójnika".
Jak poradził rycerz
We dwóch do lasu pojechali.
Wołają zbójnika, ptaki wystraszyli.
Długo nie czekali jak z lasu usłyszeli:
Co wy tu robicie?
Czy wam już nie jest miłe życie?
Jak  żyję lat wiele to jeszcze króla tu w lesie nie widziałem.
Czy mnie wzrok myli?
Nie mylą cię oczy, króla we własnej osobie widzisz
Wyjdź do nas na drogę.
Pomocy nam trzeba, jeśli ty odmówisz
To już tylko można liczyć na pomoc z nieba.
Generałowie jak tylko o obcych wojskach usłyszeli
Stchórzyli i o białej fladze tylko pomyśleli.
Czy widzisz nadzieję aby wroga w lesie powstrzymać?
Zapytał król rozbójnika  - czy ich ktoś zatrzyma?
Las znam tylko królu,
Tu się urodziłem, tu od dziecka żyłem
Lecz chyba dlatego
Coś dla obrony zamku właśnie wymyśliłem.
Niech wieśniacy wszyscy, jak tylko słońce wstanie,
Z siekierami, piłami i linami
Stawią się tu przy dębie na drodze.
Jak wróg przyjdzie tutaj zawiedzie się srodze.
Tak jak zbójnik powiedział, tak się stało.
Wszyscy przyszli co przyjść mieli wielce zaciekawieni
Bo pomysł ze zbójnikiem co ma bronić zamku
Był całkiem nie z tej ziemi.
Zbójnik siedząc na gałęzi dębu tak rozkazywał:
Wzdłuż drogi wszystkie drzewa podcinajcie
Ale tak aby nie upadły.
Liny niech je trzymają zanim je przetniecie.
Zrozumieli wszyscy co robić i jak mają.
Lasu huczy od siekier, piły grają, grają, grają...
Zanim słońce zaszło robotę skończyli.
Na dzień drugi od samego rana
Wieśniacy z siekierami czekają na wroga.
Ukryci wzdłuż drogi na sygnał czekają.
A zbójnik na drzewie siedzi
I w las się wsłuchuje.
On jeden ze wszystkich las najlepiej czuje.
Słońce jeszcze rosy nie wysuszyło
Jak coś w lesie się wydarzyło.
Ptaki ponad lasem z krzykiem się poderwały
Sarny spłoszone drogę przeskoczyły
I w gęstwinie się schowały.
Zając przekicał drogą bardzo wystraszony
A za nim wojsko jakieś widać.
Idą, idą, jadą, ciągną konie armaty,
Na wozach drabiny, liny, haki,
Chorągwie, muszkiety, zbroje wyczyszczone
Wszystko błyszczy - pewni siebie
Że zwycięstwo blisko.
Gdy czoło wojska już do dębu doszło
Zbójnik krzyknął głośno, aż echo poniosło.
Sądny dzień się zaczął bo w jednej chwili
Las runął na wroga gdy liny przecięli.
Krzyk ludzi, kwik koni, trzask łamanych wozów
Jednym słowem - piekło na tej drodze.
Wróg tam wpadł w pułapkę
Zawiódł się srodze.
Kto mógł to uciekał.
Konie, wozy, armaty - wszystko zostawili
Tak jak zbój przewidział
Las ich pokonał w jednej chwili.
W tym czasie król ze świtą z wieży
Widział jak niespokojne ptaki nad lasem latały.
Słyszał rumor wielki jak podczas wichury.
I cicho jak po burz w końcu się zrobiło
Było słychać jak królewskie serce biło.
Wszyscy tam na wieży na drogę patrzyli.
W końcu coś dostrzegli ... wojsko jakieś z armatami.
Konie, chorągwie, wozy i to wszystko
Do zamku się kieruje.
Co w takiej chwili król myśli.
Jak wtedy się czuje?
Lecz wojsko jakieś dziwne, ubrane inaczej.
Jakby znajomi tam ludzie?
Jak już wojsko pod mury przybyło
To się wszystko wyjaśniło.
To wojsko to nie wojsko ale wieśniacy
Z bronią zabraną wrogom
Wyglądają więc inaczej.
Wyszedł król naprzeciw temu pochodowi
Bramę otwarto, most też opuszczono.
Zbójnik uśmiechnięty stał na przodzie tłumu..
Co chcesz zbójniku dostać za przegnanie wroga?
Ja, królu? Nic nie potrzebuję.
Las jest dla mnie domem.
Las mnie też wyżywi.
Ja  w lesie królu najlepiej się czuję.
Mianuję cię więc Wielkim Łowczym przy mym dworze
Będziesz lasu strzegł przed wrogami.
Przyjmujesz tę funkcje?
Oj królu, ja nie wszystko co mówisz rozumiem.
Mam robić wszystko jak do tej pory?
Ludzi mam napadać?
Ja nic więcej nie umiem.
Nie napadaj ludzi, chyba że wrogowie wrócą.
Pilnuj lasu, zwierząt, wszelkiej roślinności
Aby król czasami mógł tam przyjąć gości.
Gospodarzem będziesz w mym imieniu tego lasu.
Wszyscy z takiego obrotu sprawy się ucieszyli
I  w tym królestwie w spokoju przez długie lata żyli.
Zbójnik zaś siedział na dębie całymi dniami
A jak się nudził - gadał z podróżnymi
A jak nikogo nie było to gadał ze... zwierzętami.
---
A co z generałami co byli przy królu?
Stada baranów za karę pilnują
I jak twierdzą dobrze się w tej roli ....
... czują.
1 listopada 2014 roku
SJS
96. Mołdawska bajka

Aniołowie w karczmie za stołem zasiedli.
Świece zapalili, głowy pochylili, czekają.
Drogą, już po zmroku, wędrowcy przechodzili
Światła w oknach zobaczyli, weszli.
Jadła daj karczmarzu, piwa w dzbany nalej,
Noc ciemna na dworze, nie pójdziemy dalej.
Rzeka, las po drodze - do domu daleko
Po co tak po nocy mamy kusić złego.
Aniołowie siedzą i ludzi słuchają,
Świece na ich stole czas swój dopalają.
Hej ludzie, skąd was bogi niosą?
Zapytał wędrowców gość co siedział z kosą.
Z kosą ktoś do karczmy przyszedł? Dziw na dziwy.
Wygląda nietęgo, nie jest on szczęśliwy.
Samotnie tu przyszedł, nie znał go nikt we wsi.
Dziwnie on ubrany, czaszkę miał na piersi.
Czaszka haftowana, na siwym kubraku
Któż jest właścicielem tak dziwnego znaku?
Kosa symbol śmierci, czaszka takoż samo.
Może to śmierć przyszła? Dowiemy się rano.
Wędrowcy podjedli i piwa wypili
Temu w kącie z kosą tak rzekli po chwili:
Szczęścia my szukali daleko po świecie
Bez szczęścia żyć trudno, przecież o tym wiecie.
Co jest szczęściem dla was? Czego szukaliście?
Zapytał ten z kosą - po co w świat poszliście?
Życie wam niemiłe, chodzić w obce strony?
Czyż nie powinniście pilnować domu, dzieci, żony?
Kilka lat suszy z domów nas wygnało.
Co byś nie robił, jedzenia było mało.
Poszliśmy na północ, roboty poszukać
Bieda w nasze progi zaczynała pukać.
Na północy deszcze plony zapewniały.
Dobre zbiory mieli, gdy u nas zwierzęta padały.
Rodziny zostawić w domach musieliśmy.
Rok dziś mija jak w świat poszliśmy.
Niesiemy zarobek, nasiona, jedzenie.
Wszystko będzie miało jutro w domach powodzenie.
A domy wasze wciąż stoją? - zapytał ten z kosą.
Karczmarz zaś dorzucił- Tu ludzie w okolicy z biedy chodzą boso.
Nędza przycisnęła wszystkich w okolicy.
Zimą gorzej niż źle było,
Każdy dzień przeżyć było trudno.
Głód zaglądał w oczy a było wyjątkowo chłodno.
Kto miał orzechy włoskie, wiedział, że przeżyje,
Kto ich nie zgromadził to wyciągał szyję
Czy  przyjdzie sąsiad jak co dzień z orzechami
Był taki co uzbierał i dzielił się w czas głodu z sąsiadami.
Ja orzechów nie lubię - warknął z kąta  ten z kosą.
Mnie one nic dobrego nigdy nie przyniosą.
Przez to roboty nie mam, na próżno tu tyle czekałem
Żadnej duszyczki do piekła przez to nie zabrałem.
Tak powiedział  i zniknął jak by go diabli wzięli.
Wędrowcy jak to zobaczyli całkiem oniemieli.
Co tu robić dalej? ale już po chwili
Aniołowie wstali, świece pogasili
I wędrowcom tak radzili:
Wracajcie do swych domów jutro skoro świt
Tam na was czekać będą wszyscy już od rana.
Byliśmy w waszej wiosce od zeszłej jesieni.
Orzechy zbieraliśmy, suszyliśmy  
I jednemu we wsi wszystkie dawaliśmy.
Jak głód do domów zaczynał zaglądać
Co dzień garść orzechów on nosił każdemu.
I wszyscy przeżyli tylko dzięki temu.
Więc jak jutro do wioski wrócicie
To przy waszych domach drzewa posadzicie.
Orzechy niech was chronią od wszelkiego złego.
Wędrowcy, zmęczeni zasnęli pokotem
Lecz ich świt przywitał deszczem oraz ...  błotem
Śpią wszyscy na ziemi, karczmy nigdzie nie ma.
Przyśniło się to wszystko? To były tylko przywidzenia?
Zebrali się żwawo, prawie biegiem idą
Las dość szybko minął, rzekę brodem przeszli.
Dym widać z daleka, więc jednak ktoś nie śpi.
Ktoś na nich tam czeka - lecz czemu brak ludzi?
Kogut zapiał we wsi, może kogoś zbudzi.
Kogut we wsi gdzie głodno było przez zimę?
Czy poznamy tego dziwu nieznaną przyczynę?
Weszli między domy, nikogo nie widać.
Przy jednym z domów starzec siedział z laską.
Gdzie są ludzie z wioski? wędrowcy zapytali
Wszyscy poszli nad rzekę, na moście czekają.
Bo to dzisiaj ci co na zarobek poszli powracają.
My jesteśmy nimi, dziadku nie poznajesz?
Byli tu przez zimę tacy w białych szatach
Wczoraj stąd odeszli, lecz nam powiedzieli,
Abyśmy was czekali tam na moście właśnie.
Tak dziadek powiedział, mocno zadziwiony
Dlaczego oni przyszli z całkiem innej strony.
Wędrowcy pobiegli co sił w nogach w stronę mostu
Bo tam na nich czekano od rana po prostu.
Płaczu było co niemiara i wszelkiej radości
Dawno wieś nie miała tak radosnych gości.
Czy orzechy mogą od głodu ludzi ratować?
Czy to bajka tylko? Lepiej nie próbować.
SJS
Podczas wielkiej suszy  na Mołdawii w 1946 roku orzechy włoskie uratowały od śmierci głodowej wielu jej mieszkańców. Dziś przy każdym domu jest studnia i ... rośnie orzech.

97. Bajka o Babie i koźle - żart
Miała baba, miała
Kozła rogatego
Pojechał na wojnę
Została bez niego.
Długo gdzieś wojował
Lecz do baby wrócił
Nic babie nie przywiózł
I tym ją zasmucił.
Po co babie kozioł
Co nie ma niczego
Wypędziła kozła
Została bez niego.
Smutno teraz babie
Siedzieć samej w domu
Szuka więc koziołka
Szuka po kryjomu.
Kozioł gdy usłyszał
Że go baba szuka
Chciał tej babie dopiec
Bo to twarda sztuka.
Bo to twarda sztuka
Z tego kozła była
Wojna go twardości
Przez lata uczyła.
W nocy się do baby
Pod chałupę zakradł
Zastukał w okienko
Racicami trzasnął.
Chciał nastraszyć babę
Z całej siły wrzasnął.
Toż przy takim huku
Nikt by tam nie zasnął
Lecz co dalej było
Nikt by nie przewidział
Baba uśmiechnięta
Kozła zaprosiła.
Pewnie się dziwicie
Co się tam zdarzyło
Lecz bez kozła babie
Źle się samej żyło
SJS

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego