Jacenty Halicki - Stefan Jerzy Siudalski

 Statystyki
Przejdź do treści

Jacenty Halicki

Spotkałem ciekawych ludzi
   
Jacenty Halicki – pszczelarz, myśliwy, żołnierz II Armii Wojska Polskiego, nauczyciel
Poznałem Jacentego jako pszczelarza w kole garwolińskim jakieś 40 lat temu. Wspólne zainteresowania czyli pszczoły i broń oraz.. historia spowodowały, że wiele godzin razem przegadaliśmy tzn najczęściej opowiadał Jacenty a miał co opowiadać a ja słuchałem.
Jak poszedł z II Armią z rodzinnych stron to mu wielcy tego świata granicę przesunęli i trzeba było wybierać – żyć na Ukrainie pod sowietami czy jednak lepiej w tej Polsce? Wybrał… Sobolew.
Mimo upływu lat wiele z jego wojennych wspomnień pamiętam. Odbiegały zdecydowanie od czarno – białego obrazu oficjalnie wtedy głoszonej historii. To od niego dowiedziałem się, że pod Budziszynem generał Świerczewski porzucił dowodzenie wojskiem i wraz ze sztabowcami w samochodzie pancernym ukrył się w krzakach pozostawiając żołnierzy bez dowództwa. Jakoś odbiegała ta historia od oficjalnie głoszonej oceny Świerczewskiego który się kulom nie kłaniał.
Jak w 1945 roku wojska stały nad Odrą to niemieckie lotnictwo właściwie było uziemione. Właściwie nie znaczy całkowicie o czym przekonali się lotnicy sowieccy gdy Luftwaffe dokonało niespodziewanego nalotu na ich lotnisko. Zaskoczenie było całkowite i każdy chował się gdzie popadnie. Jedna z bomb trafiła w latrynę i całą jej zawartość rozrzuciła po okolicy. I wybuchła afera – okazało się, że w gównach latryny były gazety z wizerunkami Stalina które po nalocie walały się po lotnisku. Doszło to do politruka – i tu dylemat – zgłosić wyżej władzom czy nie? Zgłosi – polecą głowy. Nie zgłosi – kto inny może zgłosić i polecą głowy razem z głową politruka. Koniec wojny a tu masz babo placek – lotnicy podcierali sobie tyłki gazetami z wizerunkiem Stalina. Przecież wg propagandy żołnierzu radzieccy szli do walki z okrzykiem” „Za Stalina” a nie  giniemy „Przez Stalina”.
Jak to się skończyło?
Okazało się, że nikt nie doniósł bo jak to NKWD wytłumaczyć, że się nie podcierało wizerunkiem wodza?
W tej historii jest kilka cennych informacji:
1. nieprawdą jest jakoby armia czerwona nie stawiała w miejscach postoju latryn – przynajmniej lotnicy z latryn korzystali,
2.   nieprawdą jest jakoby armia czerwona szła do walki z okrzykiem „Za Stalina”,
3. nieprawdą jest jakoby armia czerwona uważała Stalina za Słoneczko Narodów,
- te stwierdzenia dotyczą co prawda elity armii czerwonej czyli lotników ale z tym uwielbianiem Stalina nie było tak jak to oficjalnie nawet dziś głosi Rosja…
Jacenty opowiadał bardzo tragiczne, osobiste wydarzenia jakie przeżył pod koniec wojny. Nie będę ich tu przypominał.
Jacenty opowiadał, że czołgiści sowieccy polowali na… rozbite niemieckie czołgi aby wymontowywać z nich… łożyska. Jest to o tyle ciekawe, że i III Rzesza i Sowiety kupowały łożyska w Szwecji. Czyżby Szwecja sprzedawała gorsze, mniej wytrzymałe łożyska Sowietom? Są jeszcze dwa możliwe wytłumaczenia większej awaryjności sowieckich łożysk:
1. sowieci mogli być może  stosować gorsze smary,
2. konstruktorzy niemieccy lepiej dobierali typy łożysk do obciążeń w czołgu.
Jacenty miał psa myśliwskiego – ten pies prawie się słuchał swojego pana.
Co to znaczy prawie się słuchał?
Otóż gdy pies wybierał się coś nabroić np. postraszyć gęsi to owszem pokazywał że słyszy polecenie że nie można ale… mając skręconą głowę w kierunku swojego pana nadal broił.
Gdy poznałem Halickiego był nauczycielem w Ekonomiku w Garwolinie. Była na terenie szkolnym strzelnica i Jacenty się nią opiekował a że lubię strzelać to bywałem tam częstym gościem.
Któregoś dnia zajechałem do tej szkoły bez uprzedzenia aby – jeśli można będzie postrzelać sobie. Były to lata osiemdziesiąte. Trafiłem akurat na strzelania okresowe służb z okolic Garwolina. Ponieważ strzelali od rana to była szansa, że za godzinę skończą i wtedy ja będę mógł ze  strzelnicy skorzystać. Kręcę się między strzelającymi i obserwuję ich wyniki. Ale jakoś tak smutno bo  to pewnie dlatego, że na końcu strzelają najsłabsi albo i co?
Skończyli – dostałem ja broń a oni ciekawi jak mi pójdzie.
Dystans 25 metrów – pistolet Makarow – dwa magazynki, łącznie 10 strzałów – broń ponoć dobrze przestrzelana czyli pod punkt. Strzelam raz za razem, wymiana magazynka a z tyłu słyszę coraz większy śmiech. Strzelam szybko bo tylko takie strzelanie uważam..
Czemu się śmieją?
Skończyłem – oni jeszcze bardziej się śmieją – słyszę w końcu uwagi – panu bogu  w okno – tarcza przeżyła itp. Wskazujące na to że uważają mnie za kiepskiego strzelca. Koniec strzelania – z ich grona wyrwał do tarczy dość korpulentny milicjant który jako jedyny się nie śmiał. Wynik… 96 na 100 możliwych.
To oni ode mnie jeszcze lepsi?
Co się okazało – najlepszym strzelcem w grupie około 100 funkcjonariuszy tego dnia był ten korpulentny milicjant. On jeden zorientował się po moim sposobie strzelania z kim mają do czynienia. Jak zobaczyli tarczę to jakoś drwiny zamilkły.
A jaki był całodniowy najlepszy wynik tego dnia?
A 80 na 100…
Zaproponowałem, że mogę ich odpłatnie nauczyć strzelać. Co ciekawe powiedzieli – sprawdzimy czy to jest możliwe – okazało się po kilku dniach, że przepisy nie przewidują takiej możliwości.
Mój film na YT o tym jak ustawiać rękę do strzelania ma dziś blisko 100 tys odwiedzin.
Wróć do spisu treści