Joanna Holtzmann - Stefan Jerzy Siudalski

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Joanna Holtzmann

Spotkałem ciekawych ludzi
Joanna Holtzmann
Na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku pracowałem w Warszawie w Instytucie Fizyki.  W tej samej pracowni co ja pracowała Joanna. Niezmiernie interesująca postać. Nawet jeśli wychodziła na pół godziny do sklepów na Marszałkowską to po powrocie mówiła "Dzień dobry" - do dziś nie spotkałem drugiej takiej osoby.
Joanna miał bardzo charakterystyczny głos i bez problemu można byłą rozróżnić go także przez telefon. Któregoś dnia jestem w pracowni, jest Joanna, jest Krystyna - dzwoni telefon i słyszę głos Joanny w słuchawce a przecież Joanna siedzi obok mnie i jeszcze ten głos Joanny prosi do telefonu Joannę! Ludzie! - to przecież te kilka sekund w mojej głowie wszystkie tryby zgrzytały. Joanna musiała zobaczyć moją minę która więcej wyrażała niż słowa i spokojnie powiedziała:
"To moja siostra bliźniaczka"
Nie dość, że podobne do siebie to jeszcze mówią dokładnie tym samym głosem!
Uwielbiam Prima Aprilis. Tyle można, prawie bezkarnie zrobić dowcipów znajomym i rodzinie. Już na miesiąc wcześniej przygotowuję sobie pomysł na ten wspaniały dzień pierwszego kwietnia. Jeszcze w czasach gdy pracowałem w Instytucie Fizyki na ulicy Zielnej przyszedłem do pracowni przed innymi i na drzwiach z półprzezroczystą szybą wywiesiłem napis: "Pracownia z powodu awarii wodociągu do odwołanie nieczynna". Kto tam słyszał żeby akurat jedną wielu pracowni zamykać bo wodociągi mają awarię! Drzwi oczywiście nie zamykałem na klucz czyli jeśli ktoś się by chociaż moment zastanowił to wiedziałby, że to dowcip.
Pierwsza przyszła Krystyna. Otworzyła drzwi, weszła położyła torebkę i idzie czytać co tam napisane. Cała Krystyna - najpierw działania odruchowe a dopiero później to co nowego pojawiło się w otoczeniu trzeba sprawdzić. Przeczytała, aha - to od kiedy ta awaria? Zorientowała się po mojej minie.
Po prawie godzinie widzę, że przy drzwiach stoi Joanna - czyta, czyta i poszła gdzieś.
Chyba tak około południa, telefon, głos Joanny - To jesteście?
Okazało się, że Joanna poszła do sekretariatu i czekała aż ktoś wyjaśni o co chodzi ale że nikt nie wiedział co to za awaria to Joanna czekała. Nie obraziła się - miał poczucie humoru. Tak dobre, że nie na Prima Aprilis zrobiła takie przedstawienie, że nawet bez awarii pewnego dnia w Instytucie praca zamarła bo wszyscy opowiadali sobie co to też Joanna powiedziała.
A było to tak - Joanna była osobą bardzo delikatną, nie tylko nigdy nie klęła ale wyraźnie cierpiała jak ktoś w jej towarzystwie klął. Jak tylko taki jeden z drugim zorientowali się zaczęli specjalnie przy Joannie kląć. Po czym odwracali się do Joanny i mówili: "oj przepraszam cię, nie wiedziałem, że tu jesteś"
Trwało tak pewien czas aż któregoś razu jak słuchaczy było więcej po solidnej wiązance i tysiąc dwudziestych przeprosinach Joanna powiedział na cały głos:
"Czy wy mnie q-wa przestaniecie w końcu przepraszać?"
Dowcipnisie zamarli. Reszta wybuchnęła śmiechem - tego dnia wszyscy wszystkim w Instytucie opowiadali jak Joanna odgryzła się dokuczalskim.
Później przyznała się, że kilka dni przed lustrem ćwiczyła. Ale wyszło - nad podziw dobrze. Skończyło się dokuczanie Joannie. [SJS]
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego