Bajka o diabelku - Stefan Jerzy Siudalski

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Bajka o diabelku

Twórczość > Bajki

Diabeł i Baby Jagi
Baby Jagi na polu kłócą się o miotły.
Która miotła lepsza, która jest ładniejsza,
Która wyżej lata, a która ląduje.
Diabeł to usłyszał i już coś knuje.

Myślał, myślał, głowa go bolała,

Aż wreszcie wydumał, że … miotła by mu się przydała.

Podszedł do czarownic, nisko im się kłania

Pyta, czy nie mają miotły do sprzedania.

Miotły do sprzedania? Zdziwiło pytanie.
Jedna zaś krzyknęła – „Diabeł miotły nie dostanie!
Nie dostanie miotły, chyba miotłą w głowę.”
Nie dobrze dla diabła, lepiej przerwać z babami tą przykrą rozmowę.

Diabeł poszedł sobie jak niepyszny dalej

Lecz obmyśla zemstę, babom się dostanie!

Jak dokuczyć babom można najskuteczniej?

Zabrać miotły trzeba, choć to niebezpieczne.

Jak tu podejść Baby, by im zabrać miotły?
Kto zadrze  z babami chyba nieroztropny?
Korci diabła zrobić im psikusa
Więc by znaleźć Baby diabeł w pole rusza.

Zebrał diabeł szkiełek, rozrzucił po polu.

Schował się do stogu i czeka wieczoru.

Ledwie słońce zaszło, baby przyleciały.

Takich dziwnych szkiełek Baby nie widziały.

Zostawiły miotły przy stogu na polu.
Poszły zbierać szkiełka, zbierają, zbierają
A diabeł się cieszy, miotły schował w worek
Cichcem uciekł stamtąd choć ciężki był ten worek.

W lesie na polanie, księżyc mocno świecił

Diabeł siadł odetchnąć, nikt tu nie przyleci.

Zajrzeć chce do worka, zżera go ciekawość

Rozwiązał więc worek, miotłę wyjął  z niego.

Dreszcz po nim przeleciał, miotłę trzyma w dłoni
„Jak bym latał na niej – nikt mnie nie dogoni.”
Tak myślał diabełek lecz czas szybko leci.
Słońce wstanie zaraz – diabeł wtedy nie poleci.

Na wybraną miotłę okrakiem on siada

I tak do tej miotły diabełek powiada:

„Leć miotło nad lasem, poleć do miasteczka,

Ponoć w tym miasteczku jest gdzieś smoły beczka”.

Miotła coś sprawdziła, kiecki nie znalazła
Więc diabła zrzuciła i do wora wlazła.
Diabeł się zmiarkował, że bez kiecki
Nie poleci nigdzie z miotłą na wycieczki.

Czy widział ktoś diabła aby w kiecce chodził?

Ludzie by wyśmiali, nie mógł by im szkodzić.

Ale aby latać diabeł kieckę włożył

I dosiadł znów miotłę – „Miotło leć do miasta”.

Poleciała miotła, diabeł na polanie za to sam pozostał,
Bo nie umiał latać, nie miał prawa jazdy.
Miotłę trzeba trzymać a nie patrzeć  w gwiazdy.
Skończy kurs latania – będzie prawo jazdy.

A tymczasem Baby szkiełka pozbierały

Wróciły do stogu – mioteł nie zastały.

Szukają, szukają znalazły miotełkę

Za małą by latać, idą na piechotę.

Szukają, dumają kto im zrobił psotę
Dostanie on lanie jak znajdą kto taki
Pozabierał miotły Babom dla draki, dla draki,
A tymczasem miotła do miasta doleciała.

Beczki ze smołą wszędzie tam szukała.

Szukała aż znalazła - wielce ucieszona.

Lecz jak przenieść beczkę do lasu ma miotła?

Przecież miotła z beczką jest całkiem nielotna.

Wymyśliła miotła sposób bardzo stary
Potoczyła beczkę pchając ją przed sobą.
Uciekajcie ludzie beczka pędzi drogą.
W lesie trochę gorzej beczka  się toczyła.

Lecz nad ranem beczkę w końcu dostarczyła.

Diabeł ją przywitał – miotła ledwie żyła.

Przecież beczkę smoły sama  dotoczyła.

Diabeł wniebowzięty jak beczkę zobaczył.

Wniebowzięty diabeł? Miało być inaczej.
Piekłowzięty diabeł cieszy się niezmiernie
Bo dla diabła smoła bardzo wiele znaczy
Nie ma diabła bez smoły – nie może być inaczej.

W kiecce diabeł podszedł do beczki szczęśliwy

Zaraz ją otworzy. Będą jakieś dziwy?

Ledwie dotknął beczki a beczka ożyła

Podskoczyła  w górę, denko otworzyła.

I do diabła gada: „Witam moja miła”
Diabeł zgłupiał całkiem – jaka moja miła?
O kiecce zapomniał, beczkę to zmyliło!
Podskoczył do góry, kieckę w krzaki rzucił.

Strasznie się rozzłościł i na beczkę wrzasnął:

„Pilnuj swego nosa, ty pękata bryło

Piekło cię  niczego jeszcze nie nauczyło?”

Beczka zbladła całkiem, jeśli to możliwe

Aby smoła miała całkiem białą grzywę.

„Przepraszam cię bardzo, mój drogi diabełku
Kiecka mnie zmyliła, będę wiernie służyć
Diabłu z piekła rodem radości dam wiele
Jeśli trzeba nawet i w niedzielę.

Piekielnym ogniem mogę zdziałać wiele.”

Diabeł już spokojny i ogień roznieca

Aby podgrzać smołę  - ale będzie heca.

A tymczasem miotły wszystko to słyszały

I z tą co w mieście była cicho coś gadały.

Co tu zrobić trzeba, aby móc polatać
Tak bliżej do nieba z diabłami w zawody.
Uradziły w końcu aby diabłu służyć
Zawsze to odmiana i Babom dopieką

Pamiętały dobrze jak było nad rzeką

Gdzie  Baby tak się rozochociły że święconą wodę zamiast wody piły.

Ogień z wolna smołę podgrzewa, podgrzewa,

A diabeł podkłada to szyszki, to drzewa.

Jak  już smoła w beczce się zagotowała
To miotła w prezencie trochę jej dostała.
Zaraz się napiła miotła smoły z beczki
Oj będzie  straszyła na polu owieczki.

Taka czarna miotła jak nad polem lata

Nie ma na nią silnych aż do końca świata.

Diabeł dosiadł miotłę, mocno teraz trzyma

Rozkazuje głośno: „Leć tam gdzie nas nie ma”,

Zaraz to poprawił bo by do końca świata z miotłą tak zabawił.
„Leć aż do księżyca,

Chcę zobaczyć z góry czym on się zachwyca.”
Miotła dała sygnał  i cała drużyna ruszyła z kopyta.

Diabeł miotłę trzyma bo nad lasem, ponad polem

Całe stado mioteł wyczynia swawole  a diabeł się cieszy

Gdy zobaczył Baby jeszcze się rozśmieszył.

Baby go spostrzegły: „Czekaj ty przechero,

Jak złapiemy ogolimy cię na zero”.

„Łapcie, łapcie, łapcie kapcie” - tak diabeł się śmieje
I zabiera babom ostatnią nadzieję.
Miotły coraz wyżej diabła niosą w górę
Aż zobaczył diabeł w chmurach wielką dziurę.

„Do księżyca pewnie tędy znajdę drogę.

Nieście jeszcze wyżej albo wam pomogę”

Lecz zapomniał diabeł, że droga do nieba

Wiodła tam od dawna – diabła tam nie trzeba.

Święty Piotr  zobaczył z dala figle diabła
Więc na przylot gościa woła swe anioły
„Nikt nie widział diabła w niebie do tej pory,
Musimy więc przywitać tego gościa u nas
Niech nie myśli sobie, że bieda jest w chmurach.

Zwołać tu natychmiast anielskie chóry.”

Diabeł tak się cieszył swoim pierwszym lotem,

Że nie spostrzegł jak do nieba przed świętego miotły go zaniosły.

Bo te miotły to były takie miotle osły.

Oj jeszcze nie wiedział gdzie go dziś zaniosły.
Diabeł jak już spostrzegł gdzie to lądowisko
Było już za późno bo odwrócić wszystko.
Minę miał niepewną, oj to było widać

Miotłę trzymał mocno – może się tu przydać.

„Witam diabła u nas” – odezwał się święty,

Nawet diabeł w niebie nie będzie przeklęty.

Diabeł zgłupiał całkiem, na nogach się chwieje

Coś tam szeptem mruczy i bardziej głupieje.

„Co cię tu sprowadza?” Pyta diabła święty.
„No, tego, tamtego szukam ja księżyca
On mnie blaskiem bladym od dawna zachwyca.”
„Mówisz, że księżyca w niebie poszukujesz.
Czy ty diable czasem nie kantujesz?
Bo księżyca w niebie jeszcze nikt nie szukał.
Może ciebie diable ktoś tam gdzieś oszukał.”

Diabła siódme poty całego oblały.

Diabeł w niebie nie jest już zuchwały

A tymczasem święty podaje mu kielich

Do wypicia woda w tym kielichu była.

Diabłu w tym momencie odwaga wróciła.
„Co mi daje święty? To święcona woda?”
„Oj diabełku miły, dla diabła jej by było szkoda.
Zwykłą wodę daję” – napij się nieboże.
Mam dla ciebie prezent – trzymam go  w komorze.

Prezent od świętego? Jakieś diable sztuczki.

Myśli sobie diabeł i na miotły woła.

„Jeszcze trochę a zaprowadzą mnie do kościoła.

Uciekajmy póki sił nam jeszcze starczy”

Ale miotły nie lubią jak ktoś na nie warczy.

Nie za chętne wracać na ziemię z diabełkiem.
Wymyśliły, że wody muszą napić sie chociaż kropelkę.
Święty Piotr podaje im kielich do picia.
Diabłu zaś do łapy podaje miotełkę,

Oraz wodę w misce – co to jest do diabła?

Diabeł się domyśla, szczęka mu opadła.

To święcona woda i kropidło przecież.

Złapał miotłę mocno i krzyczy co siły:
„Ja chcę już na ziemię, dość tych figli dzisiaj
Na ziemie wracamy, wracamy na ziemię
Tam pod ziemią a nie w niebie żyje moje czarcie plemię.”

Święty Piotr zdziwiony, co to wszystko znaczy?

Pierwszy raz się zdarza aby ktoś uciekał z nieba.

Przecież tu jest dobrze – co diabłu dolega?

Diabeł czmychnął z nieba i na ziemię leci.

Miotły złe jak diabli, figla mu szykują
Na pole go niosą Jagom dać w prezencie
Nie pomoże diabłu, diable dziś zaklęcie.

Jak zobaczył diabeł gdzie go miotły niosą

Postanowił uciec, zanim go doniosą

Bo pamiętał co mu Jagi  wcześniej obiecały:

„Jak go złapiemy, nie wyjdzie on cały.

Ogolimy jeszcze diabłu łeb na goło.”
Będzie dziś na polu więcej niż wesoło.
Diabeł puścił miotłę i na pole spada.
Upadł na stóg siana – sam do siebie gada
„Wracam ja do lasu, tam gdzie beczka stoi.
Bo tu na tym polu diabła się nikt nie boi.”

Pobiegł na polanę i do dziś tam siedzi

Nie wychyli nosa - nikt go nie wyśledzi.

Baby jagi miotły swoje zawołały

Będą ich pilnować jak źrenicy oka

Cena za te szkiełka była zbyt wysoka.

Za to diabeł diabli się każdej nocy na polanie.
„Tym Babom ode mnie jeszcze się dostanie.”                                  2011  SJS
Rysunek: Kacper lat 7

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego