Witold Gawdzik - Stefan Jerzy Siudalski

 Statystyki
Przejdź do treści

Menu główne:

Witold Gawdzik

Ciekawi ludzie
Polskiego w szkole na ulicy Otwockiej na Szmulkach uczył mnie w latach 1958-61 Witold Gawdzik znany jako Profesor Przecinek. Książki pisał – ale to było później – na nas ćwiczył swoje rymowanki z których po latach powstały książki. Jeszcze dziś obudzony nawet w środku nocy wyrecytuję:
"..kto? co? O rzeczownik pytaj – uczeń, Stach, gramofon, płyta,
jaki? Który? – żółty, słodki, czyj? – państwowy – to przymiotnik,
jak? Gdzie? Kiedy? – to przysłówek – ładnie, blisko, dziś dość słówek...."
Gawdzik napisał kilka książek:
"Gramatyka na wesoło"
"Otogragfia na wesoło"
"Ortografia na wesoło i na serio". Warszawa, Wydawnictwo Oświata 1998
Fragment wierszowanek:
"..Nikną wszelkie niepokoje,
Kiedy stwierdzę: dwójka — dwoje,
Przed pomyłką mnie ustrzeże:
Wrócę — wracam, pióro — pierze.
Nie drży także ma stalówka,
Pisząc: -ówna, -ów i -ówka.
Zaokrąglam ó w dwu słowach:
ósmy, ów, bo: osiem, owa..."
Ja miałem kłopoty z ortografią większe niż inni uczniowie. Kto wtedy słyszał o dysgrafii czy dysleksji? W dyktandzie potrafiłem zrobić nawet dwa razy więcej błędów niż było w nim słów a i dziś muszę uważać pomimo wsparcia programami komputerowymi.
Co ciekawe, doskonale radziłem sobie z rozbiorami gramatycznymi – były dla mnie logiczne a ortografia ze swoimi wyjątkami – nie.
Po wielu latach spotkałem Gawdzika na ulicy Ząbkowskiej na poczcie – już był na emeryturze, pamiętał mnie a przynajmniej po przypomnieniu kilku faktów z przeszłości skojarzył mnie w końcu z tym co to sobie nie radził z ortografią.
Pochwaliłem się, że napisałem kilka książek, ucieszył się. Dwie z nich miałem przy sobie. Poprosił o książki i oczywiście o dedykacje. Wpisałem:
„Najlepszemu nauczycielowi – wdzięczny uczeń” – zobaczył i poprosił abym w drugiej napisał:
„Autor, autorowi”  
---
Około 2004 roku Witold poprosił mnie abym nauczył go obsługi komputera w zakresie pisania, zapisywania i drukowania tekstów. Uznał, że pisanie na maszynie to przeżytek. Był bystrym uczniem i po niecałych dwóch godzinach uznał, że już może samodzielnie pisać i obrabiać teksty. Poprosił mnie abym mu coś podyktował a we mnie wstąpił diabełek. Przypomniał mi się z czasów szkoły tekst w którym zrobiłem więcej błędów niż tam było słów więc dyktuję:
"Nie wierzył Jerzy, że na wieży nie ma jeży"
Patrzę na ekran i oczom nie wierzę - błąd na błędzie.
Gdy opowiedziałem wnuczkowi tę historię - odparł - widać, że ten pan widział tekst jako pojedyczne słowa.
Witold ma dziś 93 lata i nawet czasami pisze wiersze.
Ma wręcz niewiarygodną pamięć. Był na naszym trzecim spotkaniu klasowym.  O każdym z nas był w stanie coś opowiedzieć  z przeszłości - po 50 latach. Niewiarygodne...
Jeden z nich - smutny, o czasach okupacji - jest na Youtube.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego